Główne amerykańskie indeksy rozpoczęły czwartkową sesję od zwyżki. Sprzyjały temu zarówno wzrosty dzień wcześniej, jak i korzystne wieści nadchodzące z amerykańskich spółek oraz opublikowane dane o mniejszym od prognoz wzroście liczby bezrobotnych ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek.
Indeks rynku technologicznego Nasdaq Composite od maja znajduje się w trendzie wzrostowym. W tym czasie zyskał ponad 15%, odrabiając całość strat poniesionych od początku roku. Test tegorocznych maksimów nasuwa naturalne pytanie o możliwość kontynuacji hossy.
Poza krótkoterminowym wykupieniem wszystko wskazuje na dalszy wzrost. Na wykresach obserwujemy zdecydowaną przewagę popytu. Utrzymujące się sygnały kupna na wskaźnikach, układ średnich oraz brak negatywnych dywergencji również sprzyja bykom. Podobnie jak relatywnie silna amerykańska gospodarka, duża odporność rynku kapitałowego na negatywne wieści (np. wysokie ceny ropy) oraz, co jest chyba najważniejsze w tej wyliczance, tani pieniądz, który w głównej mierze odpowiada za tę ponad trzyletnią hossę. Ten ostatni element w przyszłości przyniesie amerykańskiej gospodarce wielkiego kaca. Znacznie potężniejszego, niż to miało miejsce w następstwie załamania internetowej hossy. Jak bowiem wskazują niektórzy ekonomiści, tym razem bessa równocześnie dotknie zarówno rynku akcji, jak i nieruchomości. To jednak bardziej lub mniej odległa przyszłość i obecnie, jeżeli już, to może tylko zachęcać do kupna akcji. Rynek bowiem dobrze pamięta tę hiperbolę w ostatniej fazie internetowej hossy.
Pewne elementy hiperboli można dostrzec natomiast na wykresie niemieckiego DAX-a. Od maja br. rynek ten przyśpieszył ruch na północ. Przełamanie przed dwoma miesiącami oporu na 4470 pkt, jaki tworzyło 38,2-proc. zniesienie bessy z lat 2000-2003, otwiera drogę do 5200 pkt. Opór tworzy tam kolejne zniesienie Fibonacciego.
Podobnie jak w przypadku indeksu Nasdaq, poza wykupieniem (RSI na najwyższym poziomie od 2000 r.), nie ma innych istotnych przesłanek przeciwko kontynuacji wzrostów.