Zarząd cypryjskiej spółki J&S, która dostarcza do Orlenu i Lotosu większość zużywanej przez rafinerie ropy, uważa, że Polska jest bezpieczna pod względem energetycznym.
Jarek Astramowicz, prezes zarejestrowanej w Polsce J&S Energy, spółki z grupy J&S z siedzibą w Larnace (Cypr), podkreślał, że firma dostarcza ropę do Polski od 13 lat, a nasz kraj nie jest zagrożony pod względem bezpieczeństwa energetycznego. Polskie rafinerie kupują rocznie ok. 18 mln ton ropy. - W kontraktach z Orlenem i Lotosem zawarto szereg zapisów gwarantujących im bezpieczeństwo dostaw i gwarancje cenowe - stwierdził prezes J&S Energy. Uważa, że polskie spółki w sytuacjach kryzysowych mogą kupić surowiec z Zachodu i dostarczyć tankowcami przez Naftoport, który ma 32 mln ton zdolności przeładunkowych, lub cysternami kolejowymi, które mogą przewieźć ok. 10 mln ton. Prezes J&S dodał, że połowa ropy wydobywanej na świecie przechodzi przez pośredników, a polskie rafinerie zawsze korzystały z takich firm (wcześniej był to Ciech).
J&S pośredniczy w handlu ropą, a Polska daje 25% obrotów firmie. Surowiec kupuje od rosyjskich koncernów. Do końca 2002 r. J&S miał praktycznie monopol na dostawy ropy do polskich rafinerii. Utracił go, kiedy zarząd Orlenu, kierowany już przez Zbigniewa Wróbla, podpisał dwie umowy. Jedną z J&S, a drugą ze szwajcarskim pośrednikiem Petrovalem, który sprzedawał ropę wydobywaną przez Jukos.
J. Astramowicz nie chciał ujawnić szczegółów kontraktu, podpisanego w grudniu 2002 r. z Orlenem. Z komunikatu płockiego koncernu wynika, że umowa z J&S obowiązuje do 2007 r., a spółka ma dostarczać rocznie do Płocka 5,4 mln ton ropy. Od kilku miesięcy dostawy te są znacznie większe, gdyż pośrednik (po upadku Jukosa i wycofaniu się Petrovalu) dostarcza ropę również w transakcjach natychmiastowych. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Grupy Lotos.