- W czwartek wygraliśmy spór przed arbitrażem przy UZP. Jego efektem jest wyrok nakazujący zamawiającemu (Straż Graniczna - przyp. red.) przywrócenie naszego konsorcjum do udziału w przetargu na system nadzoru granic - informuje Piotr Kardach, prezes Emaksu. - Wiemy, że wyrok zapadł, ale go jeszcze nie otrzymaliśmy i nie znamy jego treści. Nie możemy się w takim razie do niego odnieść - mówi płk Wojciech Lechowski z Komendy Głównej Straży Granicznej.
Wyścig z przeszkodami
Przetarg, którego wartość szacowana jest na ponad 52 mln euro (około 220 mln zł), został rozpisany na początku roku. Do wyścigu o kontrakt stanęło 12 konsorcjów. Przez pierwszy etap, w którym sprawdzano m.in. referencje i zdolności kredytowe oferentów, przeszła tylko oferta grupy spółek z ComputerLandem na czele. Po złożeniu protestu, Straż Graniczna do dalszego udziału dopuściła także ofertę konsorcjum Emaksu (giełdowa spółka startuje m.in. z firmami CarlZeiss, Thales i Sagem). Decyzję SG ComputerLand zaskarżył jednak do Urzędu Zamówień Publicznych. W czerwcu zespół arbitrów wykluczył Emax z przetargu. Jego zarząd od razu zapowiedział odwołanie. Przyniosło zamierzony skutek. Emax wrócił do gry. Jak twierdzi Piotr Kardach, konsorcjum jest bardzo dobrze przygotowane merytorycznie do udziału w przetargu. - Jeden z naszych partnerów zrealizował już podobny system w krajach bałtyckich - podkreśla prezes.
Czas nagli
Nie wiadomo jak potoczą się dalsze losy przetargu. Niewykluczone, że również któryś z pozostałych oferentów nie zrezygnował z intratnego zlecenia i przedstawia swoje racje w sądzie (wcześniej protesty dziewięciu z jedenastu przegranych zostały odrzucone). Jeśli jednak uda się szybko domknąć pierwszy etap postępowania, Straż Graniczna będzie mogła wysłać do pozostałych w grze podmiotów sprecyzowane zapytania ofertowe. Ci następnie przygotują propozycje techniczne i cenowe. Kiedy możemy się spodziewać wyboru wykonawcy? Na to pytanie przedstawiciel Straży Granicznej nie potrafił nam jeszcze odpowiedzieć.