Lider PiS powtórzył, że różnice w programach gospodarczych pomiędzy jego partią i Platformą Obywatelską (PO), która również prowadzi w sondażach, nie zablokują procesu formowania koalicji rządowej, której badania opinii publicznej dają ponad połowę miejsc w 460-osobowym parlamencie, jaki zostanie wyłoniony po wrześniowych wyborach. "Nasze preferencje w państwie to sprawy wewnętrzne i sprawiedliwość. Bardzo nam zależy na strefie pozamiejskiej, to znaczy rolnictwie i ochronie środowiska, świadomości społecznej, czyli oświacie i kulturze. W sferze gospodarczej zależy nam na skarbie państwa i infrastrukturze" - powiedział w wywiadzie dla Agencji Reutera Kaczyński. "To jest w sumie osiem resortów. Gdybyśmy nie wygrali, to oczywiście musielibyśmy to traktować skromniej, ale na pewno nie zgodzimy się (na udział w rządzie), jeżeli w dużej części tego nie będziemy mieć" - dodał. PiS opowiada się za dalszą prywatyzacją, w znacznej mierze poprzez giełdę. Przychody prywatyzacyjne szacuje na 7-10 miliardów złotych rocznie. Partia braci Kaczyńskich chce jednak zachowania kontroli państwa nad niektórymi strategicznymi przedsiębiorstwami. Sugeruje też, że nie będzie dalej prywatyzować PKN Orlen, PKO BP, czy KGHM Polska Miedź. PiS różni się od Platformy podejściem do części spraw gospodarczych. Liberalna Platformą opowiada się za szybkim przyjęcia euro i głęboką obniżką podatków. Jednak zdaniem lidera PiS, kwestia podatku liniowego nie zaszkodzi budowie koalicji. W pojednawczym tonie wypowiada się również Platforma.
"My nie uważamy, żeby ta sprawa (podatku liniowego) była sprawą pierwszorzędną. To nie jest sprawa, która rozbije przyszłą koalicję. My się między sobą różnimy, ale bardzo nas wiele łączy. Nie sądzę, żeby różnice w programach gospodarczych bardzo utrudniły utworzenie i fukcjonowanie rządu z Platformą" - stwierdził Kaczyński.
Lider PiS uważa, że nie ma szans na przyjęcie wspólnej waluty europejskiej w ciągu najbliższych czterech lat za rządów koalicji PiS i Platformy, gdyż spowodowałoby to zmniejszenie opłacalności eksportu. "Nie ma daty przyjęcia euro. W naszym przekonaniu likwidacja zbyt wcześnie złotego spowodowałaby wstrząs jeżeli chodzi o eksport. Obecnie polska gospodarka nie jest gotowa na przyjęcie euro, na przyjęcie w czasie kadencji przyszłego rządu nie ma szans" - stwierdził Kaczyński.
"Nie jesteśmy ideologicznie przeciw euro. Uważamy, że można przyjąć euro kiedy polska gospodarka będzie do tego gotowa" - dodał. Partia braci Kaczyńskich chce odsunąć członkostwo w unii walutowej obawiając się, że osłabi ono wzrost gospodarczy i pozbawi Polskę części suwerenności. PO chce przyjęcia euro tak szybko jak to możliwe, czyli w roku 2009 lub 2010. Analitycy uważają, że opóźnienie debaty na temat euro oznacza najpewniej, że deklaracje części przedstawicieli banku centralnego mówiące, iż Narodowy Bank Polski (NBP) jest gotowy do wejścia Polski do systemu ERM2 w 2006 roku, pozostaną jedynie w sferze zapowiedzi. Ale tak długo, jak nowa koalicja będzie prowadziła rozsądną politykę gospodarczą, rynki finansowe powinny przyjąć to opóźnienie w przyjęciu wspólnej waluty spokojnie, uważają ekonomiści.
Paweł Sobczak