Pozwolenia na prowadzenie zakładowych funduszy emerytalnych w Chinach otrzymało łącznie piętnaście podmiotów. Wśród nich są trzy joint ventures, w których udziały mają duże europejskie instytucje (Deutsche Bank, ING Groep i Fortis), a także firma z częściowym udziałem Bank of Montreal. Reszta to podmioty w całości chińskie.
Rynek bardzo zacofany
- Chiński rynek funduszy emerytalnych jest bardzo zacofany, a sytuacja może się pogorszyć wraz ze starzeniem się społeczeństwa - uważa Peng Lixin z Citic Securities, jednej z chińskich firm, która będzie zarządzać pieniędzmi na chińskie emerytury.
To dlatego władze w Pekinie wprowadzają zakładowe programy emerytalne, które mają stanowić uzupełnienie dla systemu emerytur państwowych. Ten ostatni obejmuje tylko pracowników administracji i firm państwowych, skupionych w dużych miastach. Według Banku Światowego, pracownicy przedsiębiorstw prywatnych, które w wielu regionach zatrudniają więcej niż połowę pracującej ludności, nie mają do systemu emerytalnego dostatecznego dostępu. Dane chińskiego ministerstwa pracy z końca czerwca mówią, że podstawowym ubezpieczeniem emerytalnym jest objętych teraz tylko 169 mln mieszkańców. To mniej niż jedna czwarta pracującej ludności Państwa Środka.
Ministerstwo podaje, że obecnie suma dobrowolnych składek emerytalnych wynosi w Chinach ok. 50 mld juanów (6,2 mld USD), podczas gdy na koncie narodowego funduszu emerytalnego na koniec zeszłego roku zgromadzonych było 171,1 mld juanów. Łącznie w przeliczeniu na jednego pracującego Chińczyka daje to zaledwie kilkadziesiąt dolarów składki.