Opublikowany ostatnio przez MFW raport dotyczący oceny finansów Polski zwraca uwagę na wpływ sytuacji demograficznej na zmiany zachodzące w naszej gospodarce. Ten fakt niezmiernie cieszy, bowiem odnosi się czasem wrażenie, że analitycy mają tendencje do zapominania o zmianach demograficznych i ich konsekwencjach. Szczególnie dotyczy to analityków zagranicznych, przyzwyczajonych do stosunkowo stabilnej struktury wieku w swoich krajach.
U nas sprawa prezentuje się zupełnie inaczej - najpierw mamy niskie liczby w rocznikach wojennych, następnie eksplozję demograficzną lat pięćdziesiątych, później zastój, a po nim znów eksplozję demograficzną - wtórne echo pierwszego wyżu.
Raport MFW zaznacza, że zmiany gospodarcze, które zachodziły w ostatnich latach, spotęgowane były przez echo wyżu z lat pięćdziesiątych (roczniki urodzone w końcówce lat 70. i początku lat 80.). Rynek ograniczający z jednej strony liczbę miejsc pracy, musiał zmierzyć się ze zwiększającą się z roku na roku liczbą absolwentów gotowych do podjęcia pracy nawet za minimalne uposażenie. Ostatnio publikowane dane makroekonomicznie napawają umiarkowanym optymizmem, a gdy nałoży się na to fakt, iż liczebność w rocznikach wchodzących na rynek pracy nie będzie się już gwałtownie zwiększała, można mieć uzasadnione nadzieje, że rynek coraz łatwiej będzie sobie radzić z absorpcją absolwentów.
Mimo że prognozy ekonomistów stają się coraz bardziej optymistyczne, należy pamiętać, iż uwarunkowania demograficzne będą jeszcze nie raz dawały o sobie znać. W ostatnim okresie presję wywierało wkraczające na rynek echo wyżu demograficznego, natomiast w niedalekiej przyszłości trzeba będzie liczyć się ze zmianami, jakie spowoduje zwiększająca się gwałtownie liczba osób wchodzących w wiek emerytalny (wyż lat pięćdziesiątych).
Według prognoz GUS, liczba osób w wieku produkcyjnym będzie się zwiększała do 2010 roku (w sumie o 1% w odniesieniu do 2005 roku), natomiast później spodziewać się już można systematycznego spadku. W perspektywie dziesięciu lat można oczekiwać znacznego spadku udziału osób w wieku przedprodukcyjnym oraz wzrostu udziału osób w wieku poprodukcyjnym. W 2030 roku na sto osób w wieku produkcyjnym przypadać będą 72 osoby w wieku nieprodukcyjnym (wobec 56 obecnie). Zatem za kilkanaście lat osoby pracujące będą obciążone wyższymi kosztami utrzymania osób w wieku nieprodukcyjnym. Pojawia się wątpliwość, czy osoby te będą w stanie wspierać swoimi składkami świadczenia wypłacane emerytom i jednocześnie odkładać na swoją własną emeryturę, która przecież zarówno z pierwszego, jak i drugiego filaru będzie dla większości symboliczna.