Uwagę w ostatnim okresie zwraca dodatnia zależność między kursami amerykańskich akcji a ceną ropy naftowej. Indeksy idą w górę od połowy kwietnia, a notowania ropy - od połowy maja. Obie te wielkości są wciąż blisko szczytów długoterminowego trendu wzrostowego. Tymczasem jeszcze kilka miesięcy temu za każdy spadek na rynku akcji obwiniano właśnie drożejącą ropę. W ubiegłym roku taka zależność faktycznie istniała. Model był bardzo prosty. Każdy średnioterminowy punkt zwrotny w notowaniach paliw pokrywał się ze zmianą przeciwnej tendencji na rynku akcji. Szczyty cen ropy były położone coraz wyżej, zaś maksima S&P 500 - coraz niżej. Na przełomie roku w funkcjonowaniu tego modelu coś się "zepsuło". Inwestorzy przestali przywiązywać do drożejącej ropy tak wielką wagę.
Ropa na drugim planie
Być może nawet w ub.r. ropa nie odgrywała tak istotnej roli, jak się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Sytuację rozjaśnia inny model - wiążący zmiany S&P 500 z tym, co jest najważniejsze dla inwestorów - ze wzrostem gospodarczym. Jak widać na wykresie, roczna zmiana indeksu jest ściśle powiązana z roczną zmianą produkcji przemysłowej. Wzrost produkcji u szczytu, w maju 2004 roku, sięgnął 5,4%, w kwietniu zaś (kiedy rynek akcji dotknął dna) - 3%. Ta pozornie niewielka różnica wystarczyła, by roczna zmiana S&P 500 zmalała z 36% do nieco ponad 4%. Jak widać, występuje silny efekt "dźwigni" między tendencjami w gospodarce a dynamiką cen akcji.
Inny wniosek wynikający z tego modelu jest taki, że rynek akcji wyprzedza wydarzenia w gospodarce. Szczyt rocznej dynamiki S&P 500 osiągnął maksimum w lutym 2004 roku, czyli 3 miesiące przed analogicznym maksimum dynamiki produkcji przemysłowej. Podobnie było na początku hossy. Dołek w dynamice indeksu zanotowano w marcu 2003 roku (-26%), a dopiero 3 miesiące później dna sięgnęła roczna zmiana produkcji (-1,7%).
Jak te zależności wyglądają w ostatnich miesiącach? Posługując się językiem analizy technicznej, można powiedzieć, że od stycznia do czerwca roczna dynamika S&P 500 pozostawała w konsolidacji - w wąskim przedziale 4-6%. Lipiec przyniósł gwałtowne wybicie w górę. Nie ma powodu, by sądzić, że giełda straciła swoje prognostyczne walory. A to by znaczyło, że dołek produkcji przemysłowej albo mamy już za sobą, albo jest on bardzo blisko. Inwestorzy oczekują przyśpieszenia wzrostu gospodarczego, i to jest główny czynnik, który decyduje o notowaniach.