Reklama

Głębokiej przeceny nie będzie

Amerykańskie indeksy znajdują się u szczytów hossy. Mocnym argumentem za jej kontynuacją w dłuższym okresie są poprawiające się czynniki fundamentalne. Jeśli amerykańska gospodarka faktycznie odżyła po okresie słabszego rozwoju w ub.r., nie można się spodziewać silnej przeceny akcji, choć korekty nie da się wykluczyć.

Publikacja: 06.08.2005 08:23

Uwagę w ostatnim okresie zwraca dodatnia zależność między kursami amerykańskich akcji a ceną ropy naftowej. Indeksy idą w górę od połowy kwietnia, a notowania ropy - od połowy maja. Obie te wielkości są wciąż blisko szczytów długoterminowego trendu wzrostowego. Tymczasem jeszcze kilka miesięcy temu za każdy spadek na rynku akcji obwiniano właśnie drożejącą ropę. W ubiegłym roku taka zależność faktycznie istniała. Model był bardzo prosty. Każdy średnioterminowy punkt zwrotny w notowaniach paliw pokrywał się ze zmianą przeciwnej tendencji na rynku akcji. Szczyty cen ropy były położone coraz wyżej, zaś maksima S&P 500 - coraz niżej. Na przełomie roku w funkcjonowaniu tego modelu coś się "zepsuło". Inwestorzy przestali przywiązywać do drożejącej ropy tak wielką wagę.

Ropa na drugim planie

Być może nawet w ub.r. ropa nie odgrywała tak istotnej roli, jak się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Sytuację rozjaśnia inny model - wiążący zmiany S&P 500 z tym, co jest najważniejsze dla inwestorów - ze wzrostem gospodarczym. Jak widać na wykresie, roczna zmiana indeksu jest ściśle powiązana z roczną zmianą produkcji przemysłowej. Wzrost produkcji u szczytu, w maju 2004 roku, sięgnął 5,4%, w kwietniu zaś (kiedy rynek akcji dotknął dna) - 3%. Ta pozornie niewielka różnica wystarczyła, by roczna zmiana S&P 500 zmalała z 36% do nieco ponad 4%. Jak widać, występuje silny efekt "dźwigni" między tendencjami w gospodarce a dynamiką cen akcji.

Inny wniosek wynikający z tego modelu jest taki, że rynek akcji wyprzedza wydarzenia w gospodarce. Szczyt rocznej dynamiki S&P 500 osiągnął maksimum w lutym 2004 roku, czyli 3 miesiące przed analogicznym maksimum dynamiki produkcji przemysłowej. Podobnie było na początku hossy. Dołek w dynamice indeksu zanotowano w marcu 2003 roku (-26%), a dopiero 3 miesiące później dna sięgnęła roczna zmiana produkcji (-1,7%).

Jak te zależności wyglądają w ostatnich miesiącach? Posługując się językiem analizy technicznej, można powiedzieć, że od stycznia do czerwca roczna dynamika S&P 500 pozostawała w konsolidacji - w wąskim przedziale 4-6%. Lipiec przyniósł gwałtowne wybicie w górę. Nie ma powodu, by sądzić, że giełda straciła swoje prognostyczne walory. A to by znaczyło, że dołek produkcji przemysłowej albo mamy już za sobą, albo jest on bardzo blisko. Inwestorzy oczekują przyśpieszenia wzrostu gospodarczego, i to jest główny czynnik, który decyduje o notowaniach.

Reklama
Reklama

W tym kontekście ceny ropy nie są w długim terminie zbyt istotne dla akcji. Przekonuje o tym także silna dodatnia zależność między roczną dynamiką produkcji a roczną dynamiką zmian cen paliw (patrz wykres). W długim terminie im szybciej rośnie amerykańska gospodarka, tym szybciej rosną ceny ropy. I odwrotnie - im szybciej maleje wzrost gospodarczy, tym wolniej zwyżkują (lub szybciej spadają) notowania ropy. Skoro zarówno ceny ropy, jak i akcji są dodatnio skorelowane z produkcją przemysłową, to zależność między ropą a akcjami też musi być dodatnia w długim okresie. Drożejące paliwa to po prostu efekt rozwijającej się amerykańskiej (i światowej) gospodarki. Te zależności mogłyby ulec rozerwaniu (i faktycznie uległy w latach 70. XX w.) z powodu szoków naftowych. Tym razem takiej sytuacji jednak nie ma.

Między wsparciem i oporemTe wszystkie pozytywne czynniki prawdopodobnie nie dopuszczą do głębokiej korekty na rynku akcji. Niemniej nie oznacza to, że trend wzrostowy będzie stabilny i obędzie się bez okresów realizacji zysków. Obecna sytuacja S&P 500 sugeruje, że niebawem może dojść do średnioterminowego przesilenia. Indeks zbliża się do górnego ramienia wielomiesięcznej formacji rosnącego klina. Obecnie przebiega ono nieco powyżej 1250 pkt. Co więcej, S&P 500 balansuje właśnie na poziomie 62-proc. zniesienia wielkiej bessy z lat 2000-2002. Rozstrzygnięcie jest nieuchronne, bo od dołu zbliża się linia średnioterminowego trendu wzrostowego, obecnie znajdująca się w okolicy 1220 pkt. Ponieważ obie linie zbiegają się ku sobie, przestrzeń między wsparciem i oporem jest z dnia na dzień coraz mniejsza. Wynik zmagań S&P 500 z tymi poziomami może zdecydować, co wygra w najbliższych miesiącach - oczekiwania na szybszy wzrost gospodarczy czy realizacja zysków.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama