Walka z górnym ograniczeniem 2-letniego kanału hossy zdominowała wydarzenia ubiegłego tygodnia. Kształt tygodniowej świecy, tj. biały korpus ze stosunkowo długim górnym cieniem pokazał, że nie mamy do czynienia z wyimaginowaną barierą, lecz bardzo konkretną strefą oporu. W ujęciu dziennym wykres w ostatnim czasie to naruszał, to znów wracał poniżej linii wyznaczającej pułap kanału. Byczy sukces sprzed tygodnia, jakim było przełamanie owej bariery, jak pamiętamy, został okupiony dość gwałtowną korektą, która poważnie zakłóciła hiperboliczny ruch WIG20.
Nie doszło do znaczniejszej realizacji zysków, podaż zdołała jedynie przymknąć lukę na 2224 pkt. Niemniej jednak w piątek popyt był już znacznie ostrożniejszy i kontakt indeksu z okolicami 2250 pkt wywołał kontrakcję podaży. Fakt ten stanowił ostrzeżenie, że cierpliwość posiadaczy akcji wystawiona na próbę może jej nie wytrzymać. Inwestorzy obawiając się zakończenia najbardziej dynamicznej fazy ruchu mogliby okazać się bardziej skłonni do realizacji zysków, a kolejne zejście pod poziom luki sprzed tygodnia mogłoby zakończyć się poważniejszym testem wsparcia na 2200 pkt.
Te wątpliwości towarzyszyły zasiadającym do gry podczas poniedziałkowej sesji. Już nieraz okazywało się jednak, że obawy i strach są kołem zamachowym hossy. W poniedziałek zasada ta ponownie znalazła zastosowanie, a WIG20 ustanowił nowy szczyt. Czy oznacza to wybicie w górę i ostateczne rozstanie z 2-letnim kanałem? Jeśli tak jest w istocie, to indeks mógłby teoretycznie zyskać kolejne 350 pkt.
Oscylatory - zwłaszcza te średnioterminowe - są niezwykle silnie wykupione. Co ciekawe jednak - na przykładzie MACD widać, że nie zdradzają oznak zmęczenia wzrostem. Wskaźnik ten notuje najwyższe od 2 lat wartości, co wyklucza pojawienie się negatywnej dywergencji i jest przejawem siły trendu. RSI z kolei nie opuścił obszaru wykupienia. Te wszystkie czynniki mogą dziś przyciągnąć na rynek najbardziej gorące kapitały, które jednak czeka trudna konfrontacja z pułapem wstęgi Bollingera.