Wtorkowe notowania były jednymi z nudniejszych w ostatnim czasie. Już początkowe minuty pokazały, że inwestorzy nie mają ochoty kupować akcji po wyższych cenach. Jednocześnie brakowało agresywniejszej podaży, co w rezultacie przyniosło stabilizację nieco poniżej poprzedniego zamknięcia. WIG20 utrzymał się ponad szczytem z 2 sierpnia, więc trudno mówić o symptomach zapowiadających pogorszenie koniunktury.
Trzysesyjny spadek S&P 500 sprowadził indeks do najniższego poziomu od połowy lipca. To wiele mówi o jakości zwyżki amerykańskiej giełdy w ostatnich tygodniach. Po skoku w górę z pierwszej połowy minionego miesiąca z każdym dniem wytracała impet. Poniedziałkowy spadek sprowadził S&P 500 poniżej niedawno przełamanego marcowego szczytu, więc anulowany został ten sygnał kupna. To w bardziej komfortowej sytuacji stawia obecnie sprzedających. W momencie gdy amerykański parkiet zaczął tracić ochotę do wzrostu, na naszej giełdzie popyt wzmocnił swoją przewagę. Od 18 lipca WIG20 zyskał ok. 170 pkt, natomiast S&P 500 niecałe 5 pkt. Sytuację, gdy zwyżka wzmagała się na naszej giełdzie w momencie, gdy w USA pojawiały się wyraźne oznaki przesilenia, w przeszłości obserwowaliśmy wiele razy. Najczęściej nie zapowiadało to nic dobrego.
W tym tygodniu doszło też do zerwania dość ścisłej korelacji zachowania polskiej giełdy z węgierską. WIG20 zdołał ustanowić nowy szczyt, co nie udało się BUX-owi. Wczoraj w pierwszych minutach sesji wyrównał rekord, ale przez resztę dnia obserwowaliśmy osuwanie się. Wobec powszechnego przekonania, że naszą giełdą rządzą w ostatnich tygodniach zagraniczne fundusze, można zakładać, że notowania w Budapeszcie będą jednym z kluczowych czynników wyznaczających kierunek naszym indeksom.
Po wczorajszej decyzji Fed w centrum uwagi pozostawać dziś będzie rynek obligacji. Kolejny wzrost rentowności amerykańskich 10-latek niebezpiecznie zbliżyłby ją do granicy 4,6%. Jej przekroczenie musiałoby pobudzić obawy o zakończenie dwuletniej tendencji bocznej. Rynek z nawiązką nadrobiłby "zaległości", wynikające z dotychczasowego braku reakcji na trwający cykl podwyżek stóp. To nie pozostałoby bez wpływu na koniunkturę giełdową.