Według Wojciecha Misiąga, eksperta Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, są dwie przyczyny zaniżenia salda budżetowego w tym roku. Po pierwsze, niedoszacowane zostały dotacje dla FUS (głównie z powodu zaniżenia kwoty przewidzianej na transfery do OFE) oraz KRUS (ustalając kwotę dotacji, rząd założył podwyższenie składek dla rolników, ale koncepcja przepadła w Sejmie; w efekcie powstała luka szacowna na 0,5-1 mld zł). Po drugie, Ministerstwo Finansów przerzuciło na 2004 r. koszty odliczenia VAT ze stycznia tego roku, zaniżając dochody budżetowe o ok. 2 mld zł.
W opinii specjalisty, na razie nie widać działań zmierzających do obniżenia deficytu finansów publicznych do poziomu 3% PKB, warunkującego przyjęcie euro. - Od kilku lat kręcimy się wokół 5,5-6% PKB - mówi W. Misiąg. W ustawie budżetowej na ten rok rząd założył deficyt (kasowy) na poziomie 4,5% PKB.
Bardzo dobra sytuacja jest za to w samorządach. W I kwartale dochody samorządów wzrosły o prawie 13%. Dynamika była większa niż w tym samym okresie przed rokiem. - W I kwartale samorządy wydały tylko połowę swoich dochodów i wypracowały prawie 6 mld zł nadwyżki. Dzięki temu dysponują sporą kwotą na inwestycje - mówi W. Misiąg.
Eksperci z IBnGR bardzo ostrożnie podchodzą do przedstawionych przez rząd założeń do budżetu na przyszły rok. Wynika z nich, że wydatki wyniosą 216-222 mld zł, a dochody 184-189 mld zł, co daje deficyt 28-34 mld zł. W opinii Instytutu rząd nie wziął pod uwagę wzrostu wydatków z powodu uchwalonych w tym roku ustaw (np. o emeryturach górniczych, płacy minimalnej czy dodatkach dla emerytów).
Ustawa o finansach publicznych