Planami zagospodarowania przestrzennego objętych jest dziś w Polsce zaledwie ok. 12% ogółu gruntów, które takie plany powinny mieć. W niektórych dużych miastach ten odsetek jest jeszcze mniejszy. Np. w Warszawie 7-8%, a w Krakowie - zaledwie 3%.
Teoretycznie plany powinny sukcesywnie w miarę potrzeb powstawać, bo taki obowiązek nakłada na gminy ustawa. W praktyce wcale szybko nie powstają. - Zauważamy dużą niechęć urzędników do sporządzania planów - mówi Marek Pytlewski, dyrektor działu zakupów kieleckiej firmy Echo Investment.
- Nie dziwię się, że urzędnicy szybko nie podejmują decyzji. Ustawa nie daje im do tego podstaw - komentuje Jerzy Grzeszczuk, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Budowniczych Domów. Dodatkowym kłopotem, który opóźnia, a czasami wręcz uniemożliwia sporządzanie tych dokumentów, jest brak pieniędzy w budżetach gmin.
Inwestorzy szukają więc terenów, na których można cokolwiek postawić, a że jest ich coraz mniej, to i płacić za nie trzeba coraz więcej. W ostateczności firmy decydują się na grunty, które miały plany pod rządami starej ustawy. W tym przypadku jednak czeka ich zawsze skomplikowana procedura związana ze zdobyciem wszelkich wymaganych pozwoleń. Realizacja inwestycji przeciąga się, co dodatkowo ją podraża. Wszystko to odbija się na ostatecznej cenie, jaką płaci nabywca. - Na początku lat 90. koszt gruntu w cenie mkw. mieszkania wynosił przeciętnie 200 zł, teraz jest cztery razy większy - mówi J. Grzeszczuk. - Podaż nie nadąża za popytem i w konsekwencji mieszkania są dużo droższe niż być powinny - dodaje Jarosław Szanajca, prezes Dom Development.
Zdaniem przedstawiciela PSBD, gdyby problem braku planów udało się rozwiązać, co roku w Polsce mogłoby powstawać dwa razy więcej mieszkań niż obecnie. J. Szanajca widzi taką perspektywę w ciągu 4-5 lat.