- Nie jesteśmy w stanie generować zysków w USA - oświadczył wczoraj na konferencji z analitykami dyrektor generalny Volkswagena Bernd Pischetsrieder. Amerykański oddział koncernu z Wolfsburga nie wyjdzie na prostą ani w tym, ani w przyszłym roku. Według Pischetsriedera, przyczyną jest narastająca wojna cenowa na największym rynku samochodowym świata oraz słaby dolar.
Coraz większa konkurencja na amerykańskim rynku odbija się też na kondycji tamtejszego Forda. Dyrektor generalny spółki Bill Ford Jr zapowiedział na łamach dziennika "Detroit News", że w ciągu kilku miesięcy ruszy już druga w ciągu czterech lat restrukturyzacja koncernu. Będzie ona dotyczyć mocno obciążającej firmę sfery socjalnej (wciąż rosną koszty ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych, na co narzeka także General Motors), ale również ma polegać na usprawnieniach w zarządzaniu i wprowadzaniu nowych technologii. Ford nie zamierza ograniczać inwestycji w rozwój nowych modeli pojazdów. Zatrudnił też nowe osoby do prac nad paliwami alternatywnymi.
Jeśli chodzi o Volkswagena, koncern ma kłopoty nie tylko w USA, ale i w Chinach, gdzie w pierwszym półroczu poniósł stratę w wysokości 23 mln euro. Zdaniem Pischetsriedera, w przyszłym roku będzie mógł jednak wykazać za Wielkim Murem zysk, dzięki zwiększeniu zamówień u tamtejszych dostawców.
Na razie Volkswagen podtrzymał prognozy finansowe. Dzięki wycenianemu na 3,1 mld euro cięciu kosztów, w tym roku ma zarobić więcej niż w zeszłym. Do 2008 r. zysk przed opodatkowaniem ma wzrosnąć w porównaniu z zeszłym rokiem czterokrotnie, do 5,1 mld euro. - Zanim wkradnie się zbyt dużo optymizmu, chcę ostrzec przed poważnymi wyzwaniami stojącymi przed nami w drugim półroczu - studził nadzieje Dieter Poetsch, dyrektor finansowy Volkswagena.
Akcje niemieckiej spółki straciły wczoraj ponad 2%. Kurs Forda wzrósł w pierwszych godzinach notowań za Atlantykiem prawie o 1,5%.