Z jednej strony radość z powodu lekkiego spadku cen ropy, wywołanego decyzją władz federalnych o "pożyczeniu" części strategicznych rezerw surowca firmom z sektora naftowego. Z drugiej obawy o rozwój gospodarczy, po tym jak niespodziewanie obniżono szacunki wzrostu PKB w drugim kwartale (z 3,4% do 3,3%) oraz indeks koniunktury w przemyśle na środkowym wschodzie (Chicago PMI) spadł znacznie bardziej od prognoz. W takiej atmosferze przebiegała wczorajsza sesja na giełdach za Atlantykiem.

W pierwszych godzinach amerykańskie indeksy nie zmieniły się zbyt mocno. Spadły walory firm ubezpieczeniowych, m.in. AIG, ponieważ straty po huraganie Katrina mogą okazać się większe, niż sądzono pierwotnie. Straciły też papiery spółek z branży hazardowej, które prowadzą działalność w Nowym Orleanie, takich jak np. Harrah?s Entartainment. Dzięki mimo wszystko wciąż drogiej ropie na przeciwległym biegunie znalazły się natomiast firmy naftowe, które jako jedyny z dziesięciu sektorów ze wskaźnika S&P 500 zakończyły sierpień na plusie. Spółki takie jak Sunoco czy Valero Energy, drożały wczoraj nawet po więcej niż 5%.

Do 22.00 wskaźnik Dow Jones wzrósł 0,66%, a technologiczny Nasdaq zyskał 1,06%.

Trudno przewidzieć przyszłość na amerykańskich giełdach. Firma Investors Intelligence podała, że odsetek pesymistycznych not kierowanych do inwestorów zwiększył się w zeszłym tygodniu do 27,3%, poziomu najwyższego od trzech miesięcy. Wciąż jednak większość analityków ma sporo optymizmu - taki wydźwięk miało 51% przesłań kierowanych do giełdowych graczy.

W Europie wczorajsza sesja, podobnie jak dwie poprzednie, stała pod znakiem odrabiania poniesionych wcześniej strat. Motorami zwyżki, która wywindowała główne indeksy giełd kontynentu o 0,7-0,9%, okazały się spółki naftowe. Inwestorzy liczą, że dzięki sytuacji na rynku ropy dalej będą one podnosić swoje prognozy finansowe. Na pozytywne nastroje wpłynęły też optymistyczne dane z rynków pracy we Francji i Niemczech, wskazujące na stopniowe odradzanie się europejskiej gospodarki.