Ceny produktów naftowych ponownie są w centrum uwagi. Wszystko za sprawą panicznych wręcz reakcji inwestorów na huragan Katrina, który uszkodził infrastrukturę naftową na południu USA. Najlepiej atmosferę oddaje fakt, że pojawiają się już głosy o możliwym kryzysie energetycznym za oceanem. Cena benzyny na nowojorskiej giełdzie NYMEX zbliża się do rekordowych 3 USD za galon. Z średnioterminowej perspektywy drożejące paliwa - choć przyciągają uwagę mediów - wywierają ograniczony wpływ na światowe rynki akcji. To prawda, że w krótszym terminie ceny paliw i akcji łączy negatywna zależność. Kiedy w sierpniu notowania ropy szybko szły w górę, inwestorzy pozbywali się papierów. Spójrzmy jednak na sytuację z perspektywy ostatnich czterech miesięcy, tzn. od czasu, gdy amerykańskie indeksy idą w górę. W tym czasie S&P 500 zyskał ok. 5% (a Nasdaq Composite - 12%), mimo że ropa podrożała o blisko jedną trzecią. Schemat zależności był następujący: S&P 500 rósł w czasie, gdy ceny paliw się stabilizowały (np. w lipcu). Kiedy zaś ropa drożała (czerwiec, sierpień), na rynku akcji dochodziło do korekty w dół. Najbardziej charakterystyczne jest jednak to, że zwyżka ropy nie była w stanie zepchnąć indeksów akcji w dół o tyle samo, ile wcześniej wzrosły. Dzięki temu w perspektywie czterech miesięcy zależność między cenami paliw i akcji jest dodatnia. Droga ropa praktycznie nie wywiera wrażenia na japońskich inwestorach. Nikkei 225 od ponad trzech miesięcy pnie się w górę.
Słaba korekta
Co to wszystko może oznaczać dla koniunktury w najbliższym czasie? Wygląda na to, że gwałtowna zwyżka cen paliw - jeśli się utrzyma - niekoniecznie musi skłonić inwestorów do masowej wyprzedaży papierów. Z drugiej strony, po tak spektakularnej fali wzrostowej notowań ropy korekta może być już bardzo blisko. Taki scenariusz powinien pomóc rynkowi akcji. Sierpniowa zniżka S&P 500 nie była na tyle głęboka, by uniemożliwić szybki powrót do ostatniego szczytu (1245 pkt).
Z punktu widzenia analizy technicznej trudno stwierdzić, by zakończył się wzrostowy trend amerykańskich indeksów akcji. Sierpniowa korekta S&P 500 o 3% - o ile już się skończyła - należała do najsłabszych od początku hossy w 2003 r. Korekta ta nie doprowadziła do spadku indeksu choćby do poziomu poprzedniego dołka z końca lipca (1191 pkt). Krótkoterminowe wsparcie jest więc na razie niezagrożone. Wciąż bliżej jest do kontynuacji zwyżkowej tendencji niż do jej zakończenia.
W dłuższej perspektywie S&P 500 porusza się w rosnącym klinie. Na początku ub.r. jego szerokość przekraczała 120 pkt. Teraz wynosi ok. 80 pkt. Indeks znajduje się mniej więcej w połowie klina. Górne jego ramię przebiega blisko 1260 pkt, czyli nieco powyżej tegorocznego szczytu (1245 pkt). Z kolei dolna linia biegnie na wysokości 1180 pkt. Obydwa ramiona klina będą zapewne ograniczać ruchy indeksu w najbliższych miesiącach. Warto mieć też ciągle w pamięci fakt, że nieco poniżej tegorocznego maksimum, w okolicy 1240 pkt znajduje się 62-proc. zniesienie bessy z lat 2000-2002.