Po środowym spadku, wywołanym rosnącymi cenami ropy, wczorajszą sesję S&P 500 rozpoczął od wzrostu. Aktualna sytuacja na wykresie indeksu szerokiego rynku zmusza do zastanowienia się, co dalej. W ostatni poniedziałek, po dwóch tygodniach wzrostów, wykres zawrócił bowiem tuż poniżej oporu, jaki na poziomie 1245,04 pkt tworzy szczyt z 3 sierpnia br. To w sposób naturalny budzi obawy o możliwość utworzenia podażowej formacji podwójnego szczytu z linią szyi na poziomie dołka z 26 sierpnia (1205,1 pkt). Obawy są tym większe, że na wykresie dziennym została utworzona, a następnie potwierdzona, świecowa formacja odwrócenia trendu - gwiazda wieczorna. Usytuowanie tejże formacji pod ważnym oporem, jak również towarzyszące jej powstaniu pierwsze sygnały sprzedaży na wskaźnikach, każą traktować ją poważnie. Zwłaszcza że sierpniowy szczyt na S&P 500 nie znajduje potwierdzenia we wzroście RSI.

Niepokoić może również sytuacja na wykresie tygodniowym. Pomijając kwestię tworzonych od ubiegłego roku długoterminowych negatywnych dywergencji na wskaźnikach, pogodę ducha posiadaczy akcji może burzyć brak kontynuacji wzrostów, po tym, jak w ubiegłym tygodniu został pokonany poprzedni szczyt. Analogiczna sytuacja wystąpiła na wykresie tygodniowym S&P 500 w marcu br. Wówczas wybicie ponad szczyt z grudnia 2004 nie zakończyło się wzrostami, ale cofnięciem i długą czarną świecą. Świecą, która była elementem objęcia bessy. Konsekwencją tego był dwumiesięczny spadek i obniżka wartości indeksu o 7%.

Gdyby obecnie miała się powtórzyć sytuacja, to minimalna zniżka wynikająca z realizacji wspomnianej formacji podwójnego szczytu powinna sprowadzić indeks do 1165 pkt. Taki spadek mógłby być początkiem końca trendu wzrostowego. Oznaczałby bowiem wybicie dołem z formacji klina, jaka już od dwóch lat rysuje się na wykresie S&P 500.

Teraz głębsze spadki pozostają w sferze przypuszczeń. Dopóki nie nastąpi zdecydowane pogorszenie nastrojów i większa przecena na amerykańskim rynku (niezależnie co je wywoła), dopóty szanse na wzrosty są większe niż na spadki.