Według dziennika "Wall Street Journal", przedstawiciele chicagowskiej instytucji zarządzającej funduszami Harris Associates na zeszłotygodniowym spotkaniu z prezesem Euronextu Jean--Françoisem Theodorem zasugerowali, że dla aliansu byłoby lepiej, gdyby zamiast starać się o kupno London Stock Exchange, pomyślał o fuzji z Deutsche Boerse. Pogląd ten podzielają też inni udziałowcy Euronextu (do aliansu należą rynki akcji m.in. z Paryża i Amsterdamu), w większości fundusze hedgingowe.
Euronext zabiega o przejęcie giełdy w Londynie od wiosny, po tym jak propozycję przejęcia największego w Europie parkietu przedstawiła Deutsche Boerse. Pod presją akcjonariuszy Niemcy jednak z boju o LSE się wycofali, a starania ówczesny prezes Deutsche Boerse Werner Seifert przypłacił utratą posady. Tym samym Euronext stał się najpoważniejszym kandydatem do przejęcia londyńskiego parkietu. Zwleka ze złożeniem konkretnej propozycji, najwyraźniej czekając na opinię brytyjskich władz antymonopolowych, które sprawdzają konsekwencje ewentualnej fuzji dla konkurencyjności w branży giełd w Europie.
Dla udziałowców Euronextu - bo to oni ostatecznie będą decydować o poparciu bądź nie oferty kupna giełdy w Londynie - kluczowe znaczenie ma cena, jaką alians musiałby zapłacić. Akcje LSE są obecnie notowane po ok. 5,80 funtów. - Przy tej cenie starań Euronextu na pewno nie poprzemy - zadeklarował na łamach "WSJ" David Herro, dyrektor ds. inwestycji w Harris Associates (do funduszu należy 9,82% akcji Euronextu, a także 2,6% udziałów w Deutsche Boerse). Według wydanej w zeszłym tygodniu opinii ekspertów banku Citigroup, granica opłacalności przy przejmowaniu giełdy w Londynie wynosi 6,55 funtów za akcję, ale ze względu na silną pozycję, LSE może starać się o uzyskanie ceny przekraczającej nawet 7 funtów.
Akcje LSE od czasu złożenia oferty przejęcia przez Deutsche Boerse w grudniu zeszłego roku - kiedy Niemcy dawali 5,3 funtów za jedną, wyraźnie powyżej ówczesnych notowań - mocno poszły w górę i, zdaniem akcjonariuszy Euronextu, nie są warte swej ceny. Tymczasem - mówią ci sami akcjonariusze - połączenie aliansu z giełdą we Frankfurcie oznaczałoby "fuzję równych", która w szybszym czasie mogłaby przynieść korzyści udziałowcom obu podmiotów. Obok połączenia rynków akcji, których łączna kapitalizacja przekroczyłaby 3 mld euro (kapitalizacja LSE nie przekracza 2,5 mld euro), mogłaby też powstać potężna giełda derywatów, mogąca zagrozić chicagowskim CME i CBoT. Do Euronextu należy bowiem londyński rynek terminowy Euronext.Liffe, a do Deutsche Boerse - rynek Eurex.
LSE i OMX rozmawiają o fuzji?