Po spadku w końcu zeszłego tygodnia ceny ropy naftowej zaczęły znów rosnąć. Niższe notowania wiązały się z malejącym zapotrzebowaniem na paliwa płynne. W USA spadło ono w tygodniu zakończonym 11 września o 4,4%, do najniższego poziomu od roku. Tymczasem OPEC obniżył, już piąty miesiąc z rzędu, prognozę światowego popytu na ropę. Zniżki notowań nie zahamował nawet spadek amerykańskich rezerw paliw płynnych, o którym poinformowano w zeszłą środę. Ich obecną podaż uznano bowiem za wystarczającą.
Sytuacja zaczęła się zmieniać na początku bieżącego tygodnia, wraz pojawieniem się na Atlantyku nowego huraganu Rita. Wprawdzie najpierw liczono, że nie będzie on zbyt groźny, ale - według najnowszych prognoz - kataklizm ten może spowodować nie mniejsze zniszczenia niż niedawny huragan Katrina. Tym razem najbardziej zagrożone są rafinerie w Teksasie, dostarczające jedną czwartą paliw na rynek USA. Ewakuowano też liczne platformy wydobywcze w Zatoce Meksykańskiej.
Wobec groźby ponownego paraliżu przemysłu naftowego w tym regionie notowania zaczęły znów rosnąć i w Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w listopadzie płacono wczoraj po południu 65,10 USD w porównaniu z 64,20 USD w końcu sesji wtorkowej i 63,37 USD w poprzednią środę.
Tendencji zwyżkowej nie zapobiegła wtorkowa decyzja OPEC o zawieszeniu na trzy miesiące limitów wydobycia. Państwa członkowskie, poza Arabią Saudyjską, nie dysponują bowiem wolnymi mocami wydobywczymi.