Reklama

Przed nami nowe rekordy

Jest całkiem prawdopodobne, że w tym tygodniu powrócimy do trendu wzrostowego i wkrótce zanotujemy nowe rekordy. Trzeba jednak uważać, bo radość posiadaczy długich pozycji może być krótka. Od wielu tygodni na rynku nie pojawiła się żadna korekta, która mogłaby poważniej zachwiać wiarą we wzrosty.

Publikacja: 26.09.2005 09:49

Najważniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia były oczywiście wybory parlamentarne. Dotyczyło to jednak tylko rynku polskiego i faktycznie miało na niego ograniczony wpływ. Świat emocjonował się wtorkowym posiedzeniem komitetu otwartego rynku (FOMC) amerykańskiego banku centralnego oraz zbliżającą się wtedy do wybrzeży USA Ritą, drugim, w ciągu zaledwie kilku tygodni, potężnym huraganem. Cały czas w tle przewijał się temat skutków obecności poprzedniego huraganu - Katriny: trwały wyliczenia wielkości strat oraz szacunki niezbędnej pomocy skierowanej na obszary dotknięte klęską. Zastanawiano się, w jakim stopniu obecność huraganu dotknie gospodarkę i czy ta sobie z tym poradzi.

Bilans strat, ale i szans

Słowo Katrina było chyba najczęściej pojawiającym się słowem w mediach (zaraz po nim zapewne była Rita). Patrząc na zdjęcia z Nowego Orleanu wiadomo, że przez miasto przeszedł kataklizm, o skali trudnej do wyobrażenia. Straty są poważne. Kongres już zaakceptował pomoc dla tego obszaru w kwocie ponad 62 mld dolarów, a przecież to nie koniec. Mówi się, że w sumie może to być 150-200 mld dolarów. Przypuszcza się, że w związku z obecnością Katriny pracę może stracić ok. 400 tysięcy ludzi. W Mississippi od 29 sierpnia br. podania o zasiłek dla bezrobotnych złożyło już ponad 35 tysięcy ludzi, a liczba rośnie w tempie ponad 1000 dziennie. Każda z tych osób otrzyma przez 6 miesięcy 210 dolarów tygodniowo. Ocenia się, że około 100.000 domów zostało poważnie uszkodzonych.

Straty są więc olbrzymie, ale sytuacja nie jest zupełnie beznadziejna. Wiele osób będzie wkrótce ponownie zatrudnionych przy odbudowie zniszczeń. Odbudowa, zdaniem wielu analityków, może być pozytywnym impulsem dla gospodarki, która jeszcze przed sezonem huraganów wykazywała pewne niepokojące sygnały. Niektórzy ekonomiści podnoszą z tego powodu prognozy wzrostu gospodarczego na przyszły rok. Niewątpliwie stymulacja budżetowa wielkości ok. 200 mld dolarów musi mieć odzwierciedlenie we wzroście gospodarczym, ale niesie także zagrożenia. Deficyt budżetowy i tak jest już jednym z najważniejszych problemów amerykańskiej gospodarki. Jeszcze niedawno słychać było plany, by jego wielkość została obniżona do 2010 roku o połowę. Teraz wiadomo, że to nierealne. Prezydent Bush, wbrew zaleceniom Międzynarodowego Funduszu Walutowego, nie ma zamiaru się wycofywać z wprowadzonych cięć podatkowych. Cały czas poważnym obciążeniem jest budżet wojskowy, który w najbliższych latach ma dynamicznie rosnąć. No i jeszcze pojawił się program ponownego lądowania na księżycu, który wg obecnych szacunków ma pociągnąć za sobą ponad 100 mld dolarów.

Katrina "odpowiedzialna"

Reklama
Reklama

za całe zło

Oprócz negatywnego wpływu na stan finansów federalnych, bardzo często w serwisach pojawia się problem wysokich cen ropy i benzyny. Faktycznie notują one najwyższe od lat wartości. Tylko w tym roku cena obu towarów wzrosła kilkadziesiąt procent. Trzeba jednak zauważyć, że powszechne obwinianie huraganu za ten stan rzeczy jest co najmniej dziwne. Wykresy zamieszczone obok przedstawiają przebieg cen kontraktów terminowych na ropę naftową i benzynę bezołowiową. Faktycznie, pod koniec sierpnia na obu rynkach cena zaczęła szybko rosnąć. To był okres formowania się huraganu. Zauważmy jednak, że ceny niemal równie szybko spadły w okolice sprzed obecności Katriny. Późniejszy wzrost (w ostatnich dniach) to już wynik formowania się kolejnego huraganu Rity, który właśnie gaśnie i w tej chwili jest kwalifikowany jedynie jako burza tropikalna. Na obu wykresach widać wyraźnie, że obwinianie natury o wysokie cen surowców jest może efektowne medialnie, ale nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Obecny poziom cen to wynik wzrostów trwających już od miesięcy, a nie skutek obecności huraganów.

Huragany stały się łatwym wytłumaczeniem dla każdej klęski. Wrzesień dobiega końca i zbliża się sezon publikacji wyników finansowych. Już w wakacje było wiadomo, że osiągnięcia nie będą równie dobre, jaMożna się tylko zastanawiać ile firm wykorzysta klęskę żywiołową dla usprawiedliwienia słabszego wyniku. Firmy ubezpieczeniowe mają do tego prawo. Podobnie część przedsiębiorstw położonych bezpośrednio na terenie dotkniętym kataklizmem, ale reszta? Takie kolosy jak Wal-Mart pewnie tego za mocno nie odczują, a takie jak Home Depot mogą nawet w najbliższym czasie sporo zyskać.

Kolejne 25 pkt bazowych

W takich okolicznościach, we wtorek, w sprawie wysokości stóp procentowych miał zabrać głos FOMC. Tuż po nadejściu Katriny mówiło się, że istnieje prawdopodobieństwo pozostawienia stóp na tym samym poziomie. W tym tygodniu już takich tez nie słyszano. Ocena rynku była zgodna - stopy zostaną po raz kolejny podniesione. Ta zgodność wynikała m.in. z analizy wystąpień szefów kilku banków rezerwy federalnej, które miały miejsce już po wyciszeniu się Katriny. Słowa przedstawiciela chicagowskiego banku - Michaela Moskowa, szefowej banku z San Francisco, - Janet Yelleny oraz Anthony?ego Santomero z banku filadelfijskiego wyraźnie sygnalizowały, że sekwencja podwyżek stóp nie zostanie zatrzymana. Różnica w ocenach analityków dotyczyła tego, czy pojawią się jakieś zmiany w "wordingu" komunikatu po posiedzeniu. Rynek finansowy oczekiwał także oceny skutków obecności Katriny.

Stopy zostały podniesione, a wymowa komunikatu poważnie się nie zmieniła. Zdaniem banku centralnego wpływ Katriny na gospodarkę kraju będzie ograniczony, a nadal niebezpieczeństwem jest inflacja. Potwierdziły się zatem głosy analityków, którzy zwracali uwagę m.in. na cenowe subindeksy w ostatnio publikowanych wskaźnikach aktywności gospodarczej oraz nastrojów konsumentów. Nie należy także zapominać, że pomoc federalna to także impuls, który sprzyja inflacji. O rynku nieruchomości nawet nie ma co przypominać, bo temat wydaje się już stałym elementem tej analizy. Brak poważnych zmian w postępowaniu FOMC sugeruje, że i na najbliższym posiedzeniu, na początku listopada, stopy zostaną podniesione o kolejne 25 pkt. bazowych.

Reklama
Reklama

Nastroje na rynku w USA są raczej pesymistyczne, co może być odebrane, jako oznaka możliwej zwyżki. Gdy Katrina już ucichła, Merrill Lynch przeprowadził comiesięczną ankietę dotyczącą perspektyw światowej gospodarki. Ankietowanych jest 300 zarządzających funduszami. Na bazie ich odpowiedzi powstaje wskaźnik nastrojów. W sierpniu był jeszcze dodatni (+14), ale po wrześniowej ankiecie jego wartość już spadła do -26. Za główny czynnik pogorszenia perspektyw uznano wpływ huraganu Katrina na ceny surowców energetycznych (dochodzę do wniosku, że oglądamy rożne wykresy). Zdaniem zarządzających globalny wzrost zysku na akcję wyniesie +4,5%, a miesiąc wcześniej oceniano go na +5,9%. To spora zmiana zważywszy, że klęską został dotknięty jedynie rejon USA, co w skali globalnej jest mało znaczące.

Tylko polityka

Nasz rynek w tym czasie był jakby odcięty od świata. Ostatnio korelacja z rynkami zagranicznymi sprowadza się do giełd naszego regionu. Reszta liczy się znacznie mniej. Ten tydzień przebiegał pod znakiem korekty hossy. Jak widać na wykresie tygodniowym nie była ona zbyt głęboka. Dane o dynamice produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej przeszły niemal zupełnie bez echa. Większe wrażenie na inwestorach zrobiła w połowie tygodnia informacja o zmianie lidera w sondażach parlamentarnych.

Nieczułość na napływające dane makro każe sądzić, że jest całkiem prawdopodobne, iż wkrótce powrócimy do trendu wzrostowego i zanotujemy nowe rekordy. Trzeba jednak uważać, bo radość posiadaczy długich pozycji może być krótka. Od wielu tygodni na rynku nie pojawiła się żadna poważniejsza korekta. Narzędzia średnioterminowe cały czas sugerują trzymanie się długiej strony rynku. Taki stan rzeczy nie może trwać w nieskończoność. Prędzej czy później (wydaje się, że jednak prędzej) ceny muszą nieco poważniej spaść. Rynek to nie jest miejsce do łatwego zarabiania pieniędzy. Ostatnie tygodnie zdają się tej tezie przeczyć, ale tylko chwilowo. Wszystko musi wrócić do normy i "średnia skomplikowania rynku" powinna być osiągnięta.

Coraz trudniej

Rosnąca zmienność cen sugeruje, że zbliżamy się do szczytu czteroletniej hossy. Tym samym każdy, kto w tej chwili uczestniczy w grze, powinien się zastanowić, czy jest sens nadal ryzykować. Kreślenie szczytu hossy to okres specyficzny. Ruchy są tu duże i dynamiczne. Potencjalnie istnieje okazja do szybkich zysków, ale w praktyce często kończy się to szybkimi stratami. Warto sobie uzmysłowić, że obecność na rynku nie jest obowiązkowa, ale obowiązkowa jest natomiast ochrona kapitału.

Reklama
Reklama

Nie należy liczyć na to, że szczyt okaże się pojedynczą szpicą. Jak uczy nas historia, zmiana kierunku trendu z wzrostowego na spadkowy trwa kilka tygodni. Taki scenariusz miał miejsce zarówno przy wyznaczaniu szczytu w 1994, jak i 2000 roku. Oczywiście teraz może być inaczej, ale chyba tylko w kwestii długości tego procesu. Inicjatorzy wzrostu, gracze zza granicy, mają teraz polskie papiery i muszą się ich jakoś pozbyć. Kolejne rekordy są do tego wymarzoną okazją. Trzeba tylko wywołać optymizm, a jak to zrobić prościej niż najpierw trochę postraszyć, a potem uspokajająco poklepać po plecach? Głębsza korekta rynek przestraszy, a uspokajająco i optymistycznie zadziałają następujące po niej rekordy. Giełda wskoczy ponownie na czołówki tygodników, co będzie sygnałem, że wzrost ma się ku końcowi.

Na koniec pewna uwaga. Dlaczego spodziewam się wkrótce szczytu? Argumentów za tym jest wiele, a podam tylko najważniejsze. Po pierwsze, cała ta hossa zdecydowanie przekracza w swojej skali optymizmu procesy zachodzące w samej gospodarce. Po drugie, wspominany już na tych łamach układ stóp procentowych jest coraz mniej korzystny dla Polski, z każdym posiedzeniem czy to RPP czy FOMC staje się on jeszcze gorszy. Wreszcie spójrzmy na wykres zmian podaży pieniądza. W czerwcu zanotowano znaczącą zmianę w stosunku do końcówki roku 2004. Tym samym, można przypuszczać, że około kwartału później może pojawić się znaczący szczyt. Tak się składa, że właśnie ten czas się zbliża. Oczywiście nie oznacza to walki z trendem. Sama analiza podaży pieniądza nie jest podstawą do składania zleceń. Służy ona jako pomoc przy potwierdzaniu ewentualnych sygnałów średnioterminowych, a tych przecież jeszcze nie było. Właśnie ich brak jest w tej chwili podstawową przesłanką do trzymania się długich pozycji. W imię zasady, że rynek sam wskaże nam drogę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama