Nieckarz powiedział we wtorkowym wywiadzie dla Agencji Reutera, że ubiegłotygodniowa decyzja Rady, która utrzymała stopy procentowe bez zmian, wynikała z przekonania jej członków, iż należy poczekać na kolejne dane pokazujące stan gospodarki, a nie z przyczyn politycznych związanych z wrześniowymi wyborami parlamentarnymi.
"Środowa decyzja nie wynikała z przesłanek politycznych, lecz przede wszystkim z przesłanek ekonomicznych. Rada uznała, że trzeba jeszcze poczekać na dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) za trzeci kwartał, w tym przede wszystkim kluczowe dane o
inwestycjach" - powiedział Nieckarz. RPP nie zmieniła w ubiegłym tygodniu stóp, ponieważ obawia się skutków wysokich cen ropy. Ostrzegła też, że utrzymanie łagodnego nastawienia w polityce monetarnej nie musi oznaczać, że na najbliższych posiedzeniach dojdzie do redukcji kosztu pieniądza. Analitycy oceniali, że niepewność polityczna była jednym z istotnych czynników dla Rady, choć jej szef temu zaprzeczał. W wyborach na dwóch czołowych miejscach znalazły się partie centroprawicowe. Przewagę zyskało jednak Prawo i Sprawiedliwość (PiS), ugrupowanie, które dużo miejsce w swym programie poświęca polityce socjalnej.
"Jest dużo przesłanek wskazujących, że nie nastąpiło jeszcze konieczne odbicie inwestycji. Odwleka się przyspieszenie gospodarcze, popyt krajowy także nie jest zbyt imponujący. Dlatego utrzymano nastawienie łagodne. Jest przestrzeń do stopniowej redukcji stóp, ale za wcześnie jest mówić o terminach" - powiedział Nieckarz.
Zdaniem Nieckarza, za redukcją stóp przemawia utrzymujący się dysparytet stóp procentowych pomiędzy Polską a innymi krajami Unii Europejskiej. "Trzeba mieć na uwadze, że obecnie realne stopy procentowe są najwyższe spośród krajów Unii. Od dawna twierdzę, że bez szkody dla realizacji celu inflacyjnego występuje konieczność stopniowego zmniejszania dysparytetu stóp procentowych naszych w stosunku do średniej w UE, która wynosi minus pół punktu procentowego" - powiedział. W ocenie przedstawiciela Rady taki dysparytet mógłby być uzasadniony jedynie w przypadku, gdyby polska gospodarka "miała najgorsze w UE podstawowe wskaźniki makro, zwłaszcza dotyczące poziomu długu publicznego, deficytu na rachunku obrotów bieżących czy inflacji", albo niestabilną sytuację społeczno-polityczną.