Patrząc z krótkiej perspektywy, amerykański S&P 500 dotarł do wsparcia wynikającego z dołków z maja i czerwca (ok. 1190 pkt). Przebicie tej bariery będzie oznaczało zakończenie konsolidacji, w jakiej indeks znajduje się od kilku miesięcy. W takim przypadku nie da się wykluczyć spadku nawet do kwietniowego minimum (1137,5 pkt). Będzie to tym bardziej prawdopodobne, że S&P 500 znalazł się w krytycznym położeniu, biorąc pod uwagę długoterminową sytuację. Przebijając poziom 1200 pkt, indeks dotarł do linii trendu wzrostowego, wybiegającej z dołka z sierpnia 2003 r. Prosta ta jest jednocześnie dolnym ramieniem zwyżkującego klina. Pokonanie tego wsparcia postawi całą kilkuletnią tendencję wzrostową pod znakiem zapytania.
W podobnym położeniu znalazła się zresztą średnia przemysłowa Dow Jones. Indeks ten dotarł do dolnej linii trójkąta symetrycznego, w którym znajduje się od końca ub.r. Wybicie w dół będzie bardzo niekorzystnym sygnałem. Co ciekawe, o bliskich długoterminowych rozstrzygnięciach nie można na razie mówić w przypadku rynku technologicznego. Nasdaq Composite podąża w krótkoterminowym kanale spadkowym, ale do kluczowych wsparć ma wciąż dość daleko. Pierwszym z nich jest dołek z czerwca - 2045 pkt. W dalszej kolejności ewentualną przecenę może powstrzymać linia trendu wzrostowego biegnąca po dwóch dołkach począwszy od sierpnia ub.r.
Interesująco przedstawia się porównanie notowań amerykańskich indeksów i ropy naftowej. Ceny tego surowca wybiły się w dół z formacji głowy z ramionami. Fakt ten wcale nie pomógł rynkowi akcji. W tym kontekście mało wiarygodne wydaje się wcześniejsze tłumaczenie marazmu na amerykańskiej giełdzie wysokimi cenami ropy. Notowania tego surowca nie są w stanie przesądzić losów koniunktury na rynku akcji. W średnim terminie zarówno indeksy, jak i ceny paliw poruszają się w tym samym kierunku. Kształt obu wykresów od maja jest bardzo podobny. O ile drożejąca ropa podbija kursy koncernów paliwowych, to w znacznie mniejszym stopniu wpływa niekorzystnie na notowania na szerokim rynku.