Reklama

Ekonomia aż nadto polityczna

Wachlarz umiejętności specjalistów giełdowych poszerza się coraz bardziej. Po sezonie huraganów w USA musieli nabyć zdolność śledzenia komunikatów pogodowych i podstawową wiedzę z zakresu meteorologii. Teraz najwyższą rangę zdaje się mieć umiejętność trafnej analizy sceny politycznej.

Publikacja: 29.10.2005 08:06

Ostatnio wydarzenia na scenie politycznej śledzi coraz więcej osób. Szczególnie uważnie obserwują je giełdowi gracze, bo już w kampanii parlamentarnej i prezydenckiej zauważyli, że od polityki może zależeć los ich pieniędzy.

Polska demokracja, podobnie jak ustrój gospodarczy, jest stosunkowo młoda w porównaniu z krajami Zachodu. Niewiele mamy doświadczenia, jeśli chodzi o cykle polityczne, bo do urn wyborczych po 1989 r. szliśmy zaledwie kilka razy. Nasza giełda dopiero raczkuje w porównaniu z konkurentami z Europy czy USA. Dlatego warto wyjść na chwilę z własnego ogródka i przyjrzeć się bardziej doświadczonym rynkom kapitałowym.

Doświadczenia zza oceanu

System polityczny w USA jest uznawany za jeden z najstabilniejszych na świecie. Od ponad dwustu lat niepodzielnie królują tam dwie partie: lewicujący Demokraci (zwani labour party) oraz bardziej liberalni Republikanie (business party). Wprawdzie pojawiały się czasami inne ugrupowania, jednak władza zawsze była w rękach Demokratów lub Republikanów.

Na pytanie o poparcie dla prawicy lub lewicy większość inwestorów odpowiada bez wahania. Sztandarowe hasła prawicy - niższe podatki, więcej swobody gospodarczej czy mniej restrykcyjny kodeks pracy - tworzą dobrą atmosferę dla firm i pozwalają przedsiębiorcom oddychać swobodnie. Z kolei prosocjalne rządy lewicy to raczej dla przedsiębiorczości klimat duszny i nieprzyjazny. Wpływ na giełdową koniunkturę tego, czy u steru jest prawica czy lewica, powinien być oczywisty. Niestety, nie jest.

Reklama
Reklama

Przykład Stanów Zjednoczonych tylko częściowo potwierdza korzyści dla inwestorów z rządów prawicowej (tu republikańskiej) administracji. Kwestię tę zgłębiali profesorowie William Riley i William Luksetich, obserwując natychmiastową reakcję giełd w USA w dzień, tydzień oraz miesiąc po wyborach. Badania te, prowadzone w latach 1900-1980, dowiodły umiarkowanie pozytywnej reakcji na zwycięstwo republikanów. Potwierdzają to też pomiary wykonane przez Jeremy?ego Siegela, wedle których w latach 1888-1994 DIJA rósł średnio o 0,81% w dzień po wyborczym zwycięstwie prawicy, natomiast osuwał się o 0,75% w przypadku sukcesu lewicy.

Co ciekawe, natychmiastowej zwyżki nie potwierdzają doświadczenia polskiego rynku kapitałowego. Polska giełda reagowała zwykle odwrotnie. WIG20 stracił na wartości w okresie po wyborach parlamentarnych w 1997 i 2005 r., kiedy zwyciężyła prawica, a zyskał w 2001 r. po porażce frakcji bardziej liberalnej. (Dokładne dane pokazuje tabela).

Lewica dobra na wszystko

Szersze spojrzenie na zagadnienie cykli pWachlarz umiejętności specjalistów giełdowych poszerza się

coraz bardziej. Po sezonie huraganów w USA musieli nabyć

zdolność śledzenia komunikatów pogodowych i podstawową

Reklama
Reklama

wiedzę z zakresu meteorologii. Teraz najwyższą rangę zdaje się mieć umiejętność trafnej analizy sceny politycznej.olitycznych na amerykańskich parkietach nie dostarcza już tak pozytywnych wniosków dla republikańskiej administracji. Okazuje się, że zmiany indeksów dla całego okresu rządów prawicy są zdecydowanie niższe. Sprawę tę analizowano w Centrum Badań nad Cenami Akcji przy Uniwersytecie w Chicago. Posłużono się wówczas dwoma portfelami. Pierwszy zawierał wszystkie notowane akcje w ilościach proporcjonalnych do całkowitej wartości notowanych na giełdzie papierów danej spółki, gdy w drugim portfelu wszystkie walory miały równą rangę. Po porównaniu zachowań portfeli w latach 1900-1999 uzyskano zaskakujące wyniki. Portfel ważony wartościami odnotował o 9% wyższą stopę zwrotu podczas rządów partii z lewego skrzydła, natomiast portfel zrównoważony zachowyZachowanie indeksu WIG20

Okres rządów Frakcja Średnia miesięczna Średnia dzienna Zmienność

rządząca stopa zwrotu stopa zwrotu (ATR)

IX 1993-IX 1997 lewica 2,46% 0,09% 21,30

IX 1997-IX 2001 prawica -0,74% -0,02% 44,83

IX 2001-IX 2005 lewica 1,71% 0,09% 32,41

Reklama
Reklama

Ważne daty z politycznego kalendarza, często pokrywają się z wierzchołkami na WIG20, co dobrze ilustrują dane statystyczne. Zmiany w cenach akcji na innych rynkach nie były w tym czasie aż tak wyraźnewał się wówczas aż o 16% lepiej. Analitycy sugerują różne przyczyny takiego obrotu spraw.

Niektórzy mówią o mało lewicowych poglądach demokratów, ponieważ na przykład Kennedy czy Clinton byli gorącymi zwolennikami obniżki podatków. Inni wskazują na zwykłego pecha, gdyż na przykład giełdowa klęska dotcomów przypadła właśnie na okres rządów republikanów. Tak naprawdę nikt jednak nie potrafi wytłumaczyć tak dużej, bo przynajmniej dziewięcioprocentowej, różnicy w stopach zwrotu.

Inwestycje pod rządami lewicy są w USA nie tylko bardziej intratne, ale także bezpieczniejsze. Różne miary zmienności giełdowej zawsze dają niższe wyniki, gdy u władzy jest lewica. Tu również podejmowane były różne próby wyjaśnienia tego paradoksu. Najbardziej sugestywny jest chyba model zbudowany przez profesorów z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles - Pedro Santa-Clarę i Rossenę Valkanovą. Zgodnie z jego działaniem, oczekiwanie wyższej inflacji pod rządami partii z lewego skrzydła może spowodować wycofanie się z parkietu części graczy, a mniejszy popyt to mniejsza zmienność. Mechanizm funkcjonuje też w drugą stronę. Oznacza to, że inwestorzy spodziewający się spadku inflacji zwiększają strumień pieniędzy płynący na giełdę, co przekłada się na większe wahania kursów. Jak na ironię, konflikt między niższym popytem a wyższą stopą zwrotu nie znajduje już jednak wyjaśnienia.

Co ciekawsze, te obliczenia sprawdzają się także na polskim gruncie. W latach 1993-1997 oraz 2001-2005, gdy wybory zwyciężały ugrupowania lewicowe, akcje zwyżkowały miesięcznie średnio o kolejno 2,5% i 1,7%, natomiast podczas rządów prawicy (lata 1997-2001) średnia miesięczna stopa zwrotu wyniosła -0,7%. Również wahania zmienności potwierdzają amerykańskie doświadczenia. Wskaźnik ATR podczas rządów prawicy był zawsze o niemal 50% większy. Trudno jednak wyciągać z tego jakieś wnioski, biorąc pod uwagę, że GPW ma zaledwie 15 lat.

Wróżby na parkiecie

Reklama
Reklama

Koniunktura na giełdzie pozwala nie tylko oceniać działania partii rządzącej. Inwestorzy są wycinkiem społeczeństwa, można powiedzieć, że sytuacja na parkiecie prognozuje (bądź determinuje) wynik nadchodzących wyborów. Sposób rozumowania jest dość prosty: jeśli na giełdzie dzieje się dobrze, a stopy zwrotów są wysokie, inwestorzy chętnie zgodzą się na reelekcję. W przeciwnym wypadku zmiana rządzących jest niemal nieunikniona. Amerykańskie giełdowe statystyki doskonale potwierdzają taki sposób myślenia. Na New York Stock Exchange można na tej podstawie śmiało przewidywać, kto zostanie prezydentem. Jeżeli rządzący był wybierany powtórnie, to roczna stopa z szerokiego indeksu zbliżonego do S&P500 z trzech lat poprzedzających wybory kształtowała się na poziomie 37% (badania Uniwersytetu w Waszyngtonie). W przypadku gdy nie dochodziło do reelekcji, ceny papierów rosły przeciętnie jedynie o 17% - różnica jest kolosalna.

Trafność tej teorii jest trudno zweryfikować, obserwując wydarzenia w naszym kraju. Jeśli chodzi o politykę, Polacy są konsekwentni chyba tylko w jednym - zawsze zmieniają rządzące ugrupowanie. W krótkiej politycznej historii III RP nie zdarzyło się jeszcze powtórnie wybrać tej samej frakcji. Przedłużyliśmy wprawdzie kadencję prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, ale ma to rzecz jasna zdecydowanie mniejszy wpływ na gospodarkę niż wybory parlamentarne.

Wyborcze wierzchołki

Olbrzymi wpływ na giełdowe kursy ma też sam moment wyborów. Inwestorzy oczekujący pozytywnych zmian chętniej będą kupować akcje. Gdy pokryje się to z trwającą od pewnego czasu zwyżką, mamy klimat do istotnego wzrostu. Podobnie było w ostatnim czasie. Zdaniem wielu analityków, to właśnie lukratywne dla inwestorów propozycje podatkowe forsowane przez PO pchały indeksy w górę. Kiedy jednak zwycięża inna formacja, niż oczekują giełdowi gracze, zamiast kontynuacji trendu, należy liczyć się z możliwością korekty. To właśnie z tego powodu ważne daty w kalendarzu politycznym często zbiegają się z istotnymi szczytami indeksów giełdowych.

W ten sposób łatwo można wytłumaczyć znaczącą korektę, jaka po wyborach nastąpiła na niemal wszystkich indeksach GPW. Nie można zapomnieć, że o polskiej giełdzie decydują w ogromnej mierze gracze zagraniczni, a także inne czynniki zewnętrzne, takie jak choćby ceny surowców czy stopy procentowe w USA. Dlatego też spadki były widoczne ostatnio nie tylko w Polsce, ale także w Brazylii, Argentynie czy na Węgrzech. Niemniej zwycięstwo PiS-u przekreśliło szanse na podatek liniowy na poziomie 15%, co zdecydowanie popsuło humor inwestorom, których większość popierała bardziej liberalną Platformę. Korekta WIG20 przekroczyła 5% w ciągu dwóch dni, co było największą zniżką od kilku lat. I chociaż propozycje PiS-u dla graczy nie są złe (proponuje zniesienie tzw. podatku Belki, czyli podatku od zysków giełdowych), to analitycy wróżą kolejne spadki, przynajmniej do czasu wyklarowania się politycznej sytuacji.

Reklama
Reklama

Zwycięstwo PiS-u okazało się szczególnie niekorzystne w skutkach dla pojedynczych giełdowych spółek, choćby PGNiG. Groźby renacjonalizacji czy wydzielenia ze spółki osobnej firmy odpowiedzialnej za system przesyłowy spotęgowały niepewność inwestorów, gdyż efektem takich machinacji byłby spadek wartości spółki. Razem z innymi negatywnymi czynnikami na rynku (spadek cen ropy i gazu) zaowocowały dużą przeceną papierów.

Wykres WIG20 pokazuje, że polityka może mieć istotny wpływ na poziom kursów. Wybory parlamentarne w 1997 r., wybory prezydenckie w 1995 czy 2000, a także referendum europejskie, wszystkie te wydarzenia wypadają w maksimach lub minimach notowań głównego indeksu giełdowego. Co ciekawe, nawet data zakończenia bessy po pęknięciu tzw. bańki internetowej, a co za tym idzie początek trwającej do niedawna wspinaczki indeksu, wypada na 24 września 2001 r., czyli dokładnie w poniedziałek po wyborach parlamentarnych.

Niektórzy analitycy mawiają, że dużo większy wpływ na sytuację gospodarczą w Polsce ma wybór prezydenta USA, aniżeli naszego. Także to stwierdzenie ma swoje odbicie w giełdowych notowaniach. W 2004 r. spodziewane zwycięstwo Busha, który był generalnie przychylny Polsce, zdołało wygenerować niewielką zwyżkę indeksów. Także poprzednią reelekcję Billa Clintona postrzegano pozytywnie. Było to zapewne nie bez znaczenia dla średniookresowego trendu wzrostowego, jaki się wówczas ukształtował.

Rynki nie całkiem podobne

W obserwacji wpływu, jaki ma kalendarz polityczny na polski rynek kapitałowy, dość przewrotnie najbardziej pomocne mogą okazać się indeksy giełd naszych sąsiadów lub S&P500. W czasie ostatniej hossy wiele z ruchów S&P500 determinowało sytuację na polskim parkiecie. Biorąc pod uwagę, że do wszystkiego przyczyniają się zagraniczni inwestorzy, także notowania indeksów rynków wschodzących w Europie Wschodniej (np. BUX lub PX50) są statnio łudząco podobne.

Reklama
Reklama

Podobieństwa i współzależności między WIG20, S&P500 oraz indeksami wschodnioeuropejskich rynków mogą okazać się dobrym katalizatorem, który pozwoli wychwycić wpływ na notowania różnych czynników wewnętrznych, w tym także politycznych. Wzrost cen ropy bądź gazu czy wahania stóp procentowych w USA będą widoczne na wszystkich wymienionych rynkach, jednak obawy przedwyborcze w Polsce nie odbiją się z pewnością głośnym echem na S&P500. Właśnie dzięki temu możliwe staje się odróżnienie, kiedy ruch cen ma solidną podbudowę fundamentalną, a kiedy jest to jedynie efekt przedwyborczej euforii lub marazmu. Względnie dobrze zauważalne było to w 1997 r. w okresie zarówno przed- jak i powyborczym. W miesiąc poprzedzający wybory WIG20 zyskał 23-24%, osiągając lokalny szczyt dokładnie w poniedziałek po wyborach. Następnie zaczął stopniowo zniżkować, aż w ciągu słynnych 100 dni po wyborach osunął się o 22%. Tymczasem S&P500 znajdował się w trendzie horyzontalnym, wzrastając jedynie o wątpliwe kilka procent podczas całego okresu. Notabene, podobnie zachował się wówczas węgierski BUX, który wahał się nieznacznie.

Zbliżoną sytuację zanotowano w okolicach wyborów w 2001 r. Tym razem WIG20 ukształtował ważny dołek. Zbliżona formacja wytworzyła się też co prawda na wykresie S&P500, jednak nie była tak wyrazista. W ciągu 100 dni po wyborach warszawski indeks dźwignął się o ponad 35%, podczas gdy S&P o jedynie o 17%. Spokojniej zachowały się także indeksy naszych wschodnioeuropejskich sąsiadów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama