Średnią 200-sesyjną uznaje się za dobry wyznacznik długoterminowego trendu. 1 maja 2003 roku jej wartość dla indeksu S&P 500 wyniosła 878,9 pkt i była o 0,7 pkt wyższa niż dzień wcześniej. Przez kolejne 368 sesji nieustannie zwiększała się. Dopiero 14 października 2004 r. odnotowaliśmy pierwszy od ponad 15 miesięcy spadek średniej, ale już 4 listopada nastąpił powrót do trendu wzrostowego. Jak przed rokiem wyglądała relacja średniej i wykres indeksu? Ponieważ od dziewięciu miesięcy na rynku trwała spadkowa korekta S&P 500, dotychczas utrzymujący się ponad średnią, oscylował wokół niej. Ale już pod koniec października przebił ją od dołu, dając sygnał powrotu do hossy.
Być może tak szczegółowy opis wydarzeń sprzed roku wydaje się nie na miejscu, ale mogą one mieć pewien wpływ na ocenę bieżącej sytuacji na rynku. Wykres indeksu jeszcze dwa razy spadł poniżej 200-sesyjnej średniej: w połowie kwietnia 2005 r. i na początku października. Pół roku wcześniej bez trudu wyszedł z kłopotów, ale kolejna próba przebicia się ponad średnią, podjęta w tym tygodniu, zakończyła się niepowodzeniem. Na zamknięciu sesji w środę S&P 500 sięgnął 1200 pkt, ale nie zdołał przełamać tego kluczowego oporu. Po raz pierwszy od ponad dwóch lat mamy sytuację, w której średnia z 200 sesji traci na wartości i jednocześnie stanowi opór dla wykresu indeksu. To nie jest zachowanie typowe dla długoterminowego trendu wzrostowego.
Najniżej od 1992 roku
Huragan Katrina, oprócz ofiar w ludziach i strat idących w miliardy dolarów, spowodował przyspieszenie wzrostu cen benzyny i bardzo mocno zepsuł nastroje amerykańskich konsumentów. Wskaźnik ich zaufania, wyliczany przez Uniwersytet Michigan, spadł we wrześniu do 76,9 pkt, a w październiku, kiedy analitycy oczekiwali przynajmniej symbolicznego odbicia, do 75,4 pkt. To najniższa wartość wskaźnika od 13 lat. Bardzo podobnie zachowuje się analogiczny wskaźnik wyliczany przez Conference Board, który we wrześniu spadł o ponad 13%, do 87,5 pkt, a w październiku obniżył się do 85 pkt. Zdecydowanie niższą wartość wskaźnik miał w marcu 2003 r., kiedy wynosił 61,4 pkt. Znaczny spadek optymizmu konsumentów może być zapowiedzią obniżenia przez tę grupę wydatków. Ponieważ konsumenci odpowiadają mniej więcej za 2/3 amerykańskiego PKB, niższy popyt z ich strony nie mógłby pozostać bez wpływu na zyski i kursy giełdowych przedsiębiorstw.
Bardzo niska wartość wskaźnika wyliczanego przez Conference Board w marcu 2003 r. - czyli w czasie, kiedy na giełdach kończyły się spadki po pęknięciu technologicznego bąbla - sugeruje, że być może ostatni odczyt należy interpretować kontrariańsko. To znaczy, że bardzo słabe nastroje są sygnałem przesilenia i teraz może być tylko lepiej. Jednak taka interpretacja byłaby uzasadniona tylko wtedy, jeśli niski odczyt wskaźnika następowałby po znacznym spowolnieniu tempa wzrostu PKB i/lub bessie na giełdzie. Tymczasem S&P 500, mimo ostatnich spadków, wciąż znajduje się blisko 52-tygodniowego maksimum, a amerykańska gospodarka rozwija się w tempie 3,5%. Wydaje się też, że przed dwoma laty była widoczna silniejsza zależność giełda - nastroje konsumentów. To znaczy, że załamanie kursów w sektorze technologicznym spowodowało, że konsumenci źle oceniali swoją sytuację. Po rozładowaniu spekulacyjnego bąbla może oczekiwać odwrotnej zależności - to znaczy negatywne oceny konsumentów mogą obniżyć giełdowe kursy.