Wczoraj rano, klika godzin przed spotkaniem Rady Krajowej PO, pojawiła się szansa, że partia ta powróci do negocjacji rządowych z PiS. Jeden z jej liderów Jan Rokita wezwał bowiem do powołania wspólnego gabinetu. Postawił warunek - PiS musi zrezygnować z nieformalnego sojuszu z Samoobroną. Politycy Prawa i Sprawiedliwości kolejny raz zapewniali, że takiego porozumienia nie ma. - Nie przewidujemy innej koalicji. Jeżeli nie ma porozumienia z Platformą Obywatelską, to jest rząd mniejszościowy - tłumaczył wczoraj Przemysław Gosiewski, nowy szef klubu parlamentarnego PiS. - Liczę na to, że PO zaczeka ze swoimi ostatecznymi decyzjami na exposé premiera i że będzie podejmowało ostateczne decyzje, kiedy pozna program rządu - dodał. Rada Krajowa Platformy nie dała jednak wiary tym zapewnieniom i zdecydowała o przejściu do opozycji.
PiS rozpocznie więc w przyszłym tygodniu rozmowy o poparciu dla gabinetu Kazimierza Marcinkiewicza (głosowanie - 10 listopada). Konstytucja wymaga, by nowy rząd zdobył bezwzględną większość głosów. Przeciw są już nie tylko SLD i PO, ale i najmniejsza partia - Polskie Stronnictwo Ludowe. - Trudno mam będzie zagłosować na rząd, który personalnie jest przenikany przez polityków czy ekspertów Platformy i ma program pisany przez Platformę - mówił wczoraj w TVN24 Waldemar Pawlak, prezes PSL. Z sejmowej arytmetyki wynika zatem, że PiS musi zabiegać zarówno o głosy Samoobrony, jak i LPR. Lider pierwszej partii Andrzej Lepper powiedział wczoraj, że jest gotowy poprzeć PiS, ale pod warunkiem wspólnych rządów. Samoobrona liczy na program gwarantujący zasiłki dla bezrobotnych, nowe minimum socjalne, utrzymanie KRUS oraz renegocjację traktatu akcesyjnego.
Coraz więcej ekonomistów obawia się "nagięcia" programu PiS w stronę postulatów partii populistycznych. "Partia ma co prawda niecałe dwa tygodnie czasu, by osłodzić PO gorycz porażki, ale w ostatecznym rachunku będzie dążyć do zapobieżenia wczesnym wyborom. Może się okazać, że nie ma dla PiS innej alternatywy, jak tylko sformalizować sojusz z Samoobroną, dobierając do niego LPR lub PSL. Takie poparcie PiS uzyska tylko wówczas, gdy jej program gospodarczy nabierze cech populistyczno-lewicowych" - twierdzą analitycy CSFB.
Reuters, PAP