Na światowych rynkach akcji trwa odreagowanie po październikowej przecenie. Do przełomu jeszcze nie doszło - większość indeksów znajduje się ciągle poniżej ostatnich szczytów. Z tego względu ruch w górę należy traktować jedynie jako korektę, a nie zapowiedź trwalszej zwyżki. Sygnałem kupna będzie dopiero przebicie wspomnianych szczytów. W przypadku amerykańskiego S&P 500 barierą dla byków jest wąska strefa oporu pomiędzy maksimami z września (1242 pkt) i sierpnia (1245 pkt). Szanse na szybkie przedarcie się indeksu przez ten poziom wydają się jednak niewielkie. Trwająca od końca ubiegłego miesiąca fala zwyżkowa należy do najszybszych i najsilniejszych ruchów w górę w tym ruchu. To z kolei może oznaczać, że jej koniec jest już bliski. Zapewne nieprędko ujrzymy nowe szczyty hossy.

Do strefy oporu dotarł już nawet Nasdaq Composite. Rozciąga się ona od wrześniowego szczytu (2183 pkt) do maksimum z sierpnia (2218 pkt). Natomiast w perspektywie kilku miesięcy technologiczny indeks znajduje się w trendzie bocznym, którego dolną granicę wyznaczają dołki z czerwca i października (nieco poniżej 2050 pkt).

Brak klarownej sytuacji cechuje obecnie także parkiety europejskie. Niemiecki DAX znajduje się w kilkumiesięcznej konsolidacji między sierpniowym minimum (4783 pkt) a szczytem hossy na wysokości 5138 pkt. Stabilnie zachowuje się także francuski CAC40 mimo trwających zamieszek w tym kraju. Wykres tego indeksu wygląda o tyle ciekawie, że zarysowuje się na nim głowa z ramionami. Na razie można jednak jedynie spekulować o powstaniu tej formacji, gdyż do jej pełnego ukształtowania się potrzeba by przecięcia linii szyi (ok. 4350 pkt).

Przed ewentualną głębszą przeceną chronią akcje opadające notowania ropy naftowej. Kurs gatunku Brent wybił się wczoraj w dół z trzytygodniowego horyzontalnego kanału. Może to zapowiadać spadek cen przynajmniej do 55,5 USD. Tam też znajduje się silne wsparcie, wynikające z dołków z czerwca i lipca. Jeszcze na początku września ropa kosztowała niemal 68 USD.