Zgodnie z propozycjami PiS, stawki podatku od osób fizycznych mają spaść do 18 i 28%. Poza tym partia ta chce wprowadzić ulgi prorodzinne, związane z liczbą dzieci w rodzinie. Kwota takich ulg nie jest jasna - wcześniej była mowa o 50 lub 100 zł w zależności od liczby dzieci. Po spotkaniu premiera z LPR mówi się już o 100 i 150 zł.
Okazuje się, że te ulgi są dość drogie.
- Próbujemy to wyliczyć. Koszty dla budżetu idą w miliardy złotych - powiedział nam pragnący zachować anonimowość urzędnik resortu finansów. Dodał też, że nie są mu znane wyliczenia, związane z propozycjami partii, o których poparcie zabiega gabinet Kazimierza Marcinkiewicza, czyli LPR (które chce m.in. becikowego, czyli zasiłku wypłacanego rodzicom każdego nowo narodzonego dziecka) oraz Samoobrony. Tymczasem żądane przez tę ostatnią partię zwolnienie rent i emerytur z podatku oraz wprowadzenie tzw. minimum socjalnego może okazać się dla budżetu nie do przełknięcia. Sama Samoobrona oszacowała koszty takiego rozwiązania na 38 mld zł rocznie.
Wysokie koszty dla budżetu zmian w podatkach mogą utrudnić ich redukcję. Z kolei zbyt duże wydatki na zaspokojenie żądań partii, które zechcą poprzeć rząd Marcinkiewicza, może oznaczać zbyt wysoki deficyt budżetowy.