Kluczowym pytaniem jest w obecnej sytuacji to, jaki charakter ma obserwowana od dwóch tygodni poprawa koniunktury. Czy jest to jedynie mocne odbicie po silnej przecenie, czy też początek nowej fali hossy?
Analogia z sytuacją
sprzed dwóch lat
Sytuacja na naszych rynkach finansowych, gdzie w ciągu ostatnich sześciu tygodni na wartości tracą nie tylko akcje, ale też obligacje i waluta, skłania do zastanowienia się nad analogią z tym, co obserwowaliśmy na jesieni 2003 r. Wtedy WIG20 w pierwszej fali spadkowej, trwającej przez cały wrzesień, stracił ponad 13%, teraz trochę ponad 10%. Tę różnicę można wiązać z dysproporcją pomiędzy skalą zwyżek, poprzedzających oba ruchy w dół. Jednocześnie prawie identyczna jest skala aprecjacji złotowej ceny koszyka walut złożonego w 60% z euro i 40% z dolara. W obu przypadkach przez półtora miesiąca od ustanowienia lokalnego dołka (8 sierpnia 2003 r. i 21 września 2005 r.) jego notowania podniosły się o 5%. Natomiast porównując obecną wyprzedaż obligacji z tą sprzed ponad dwóch lat widać, że przybiera ona bardziej gwałtowny charakter. Zarówno teraz, jak i wtedy, kluczowymi czynnikami osłabienia na rynku papierów skarbowych była sytuacja na amerykańskim rynku oraz odsunięcie w czasie perspektywy przyjęcia euro przez Polskę i Węgry. Bardziej dynamiczny charakter obecnego wzrostu zyskowności obligacji może się wiązać z tym, że tym razem zaczął się on z niższego poziomu.
Realny powrót do spadku