Najnowsze dane o amerykańskiej inflacji (za październik) ukażą się w tym tygodniu. Prognozy ekonomistów mówią, że ceny producentów zwiększyły się w poprzednim miesiącu o 0,1%, a ceny płacone przez konsumentów nie zmieniły się. Czy rynek znów czeka niemiła niespodzianka?
Dane za wrzesień okazały się dla ekonomistów totalnym zaskoczeniem. Ceny producentów zwiększyły się w stosunku do sierpnia aż o 1,9%, zamiast spodziewanych 1,1%. Ceny detaliczne wzrosły o 1,2%, też wyraźnie mocniej od prognoz. Ceny detaliczne znalazły się we wrześniu na poziomie o 4,7% wyższym niż rok temu, hurtowe jeszcze wyżej. Na Wall Street dane o CPI i PPI przyjęto z dużym niepokojem i każdy raport świadczący o dalszej zwyżce oznaczać będzie nerwowe ruchy indeksów giełdowych.
Analitycy nie mają wątpliwości - niebezpieczeństwo inflacji jest realne. Aby ją zatrzymać, Rezerwa Federalna nie wahała się podnieść stóp procentowych na posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) 1 listopada i nie powinna wahać się też na kolejnym, grudniowym. To z kolei oznacza przyhamowanie gospodarki i spadek zainteresowania inwestycjami na giełdzie. - Powinniśmy spodziewać się wyższych cen energii i wyższych stóp procentowych - mówi David H. Resler, główny ekonomista Nomura Securities International w Nowym Jorku. Analitycy z Wall Street uważają, że dalszy wzrost stóp procentowych, przy spadku wewnętrznego popytu, gdy konsumenci zaczną płacić więcej za benzynę i ogrzewanie, może stanowić zły sygnał dla rynków.
Schizofrenia wskaźników
Wysokie ceny energii i zniszczenia spowodowane przez huragany to podstawowe przyczyny obecnego skoku inflacji. Nie tylko w USA. Skutki drożejącej ropy i gazu odbiją się na tempie wzrostu gospodarczego całej światowej gospodarki - ostrzega prezes Rezerwy Federalnej Alan Greenspan.