Reklama

Ameryka modli się o ciepłą zimę

Ostatnie dane o inflacji, opublikowane przed trzema tygodniami, odbiły się na Wall Street głośnym echem. Ceny producentów skoczyły we wrześniu najmocniej od 31 lat, ceny detaliczne - najbardziej od 15 lat. Nakręcanie się inflacyjnej spirali to w tej chwili najpoważniejsze zagrożenie dla amerykańskiej gospodarki.

Publikacja: 14.11.2005 08:23

Najnowsze dane o amerykańskiej inflacji (za październik) ukażą się w tym tygodniu. Prognozy ekonomistów mówią, że ceny producentów zwiększyły się w poprzednim miesiącu o 0,1%, a ceny płacone przez konsumentów nie zmieniły się. Czy rynek znów czeka niemiła niespodzianka?

Dane za wrzesień okazały się dla ekonomistów totalnym zaskoczeniem. Ceny producentów zwiększyły się w stosunku do sierpnia aż o 1,9%, zamiast spodziewanych 1,1%. Ceny detaliczne wzrosły o 1,2%, też wyraźnie mocniej od prognoz. Ceny detaliczne znalazły się we wrześniu na poziomie o 4,7% wyższym niż rok temu, hurtowe jeszcze wyżej. Na Wall Street dane o CPI i PPI przyjęto z dużym niepokojem i każdy raport świadczący o dalszej zwyżce oznaczać będzie nerwowe ruchy indeksów giełdowych.

Analitycy nie mają wątpliwości - niebezpieczeństwo inflacji jest realne. Aby ją zatrzymać, Rezerwa Federalna nie wahała się podnieść stóp procentowych na posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) 1 listopada i nie powinna wahać się też na kolejnym, grudniowym. To z kolei oznacza przyhamowanie gospodarki i spadek zainteresowania inwestycjami na giełdzie. - Powinniśmy spodziewać się wyższych cen energii i wyższych stóp procentowych - mówi David H. Resler, główny ekonomista Nomura Securities International w Nowym Jorku. Analitycy z Wall Street uważają, że dalszy wzrost stóp procentowych, przy spadku wewnętrznego popytu, gdy konsumenci zaczną płacić więcej za benzynę i ogrzewanie, może stanowić zły sygnał dla rynków.

Schizofrenia wskaźników

Wysokie ceny energii i zniszczenia spowodowane przez huragany to podstawowe przyczyny obecnego skoku inflacji. Nie tylko w USA. Skutki drożejącej ropy i gazu odbiją się na tempie wzrostu gospodarczego całej światowej gospodarki - ostrzega prezes Rezerwy Federalnej Alan Greenspan.

Reklama
Reklama

Gospodarka musiała zwolnić po najgorszym sezonie huraganów w historii. W wyniku kataklizmów pracę straciło w USA 438 tysięcy osób. Przerwany został przeładunek towarów w portach nad Zatoką Meksykańską, uszkodzone zostały rurociągi, gazociągi i rafinerie, utrudniając transport do i ze Stanów Zjednoczonych.

O przyhamowaniu gospodarki w wyniku rosnących cen benzyny może już świadczyć spadek indeksu wiodących wskaźników ekonomicznych, publikowanego przez Conference Board. Indeks używany do prognozowania krótko- i średnioterminowej koniunktury gospodarczej obniża się już trzy miesiące z rzędu. - Wzrost cen energii to jeden z głównych czynników, które zmieniają kierunek, w jakim zmierza gospodarka. Sytuację pogarsza także spadek zaufania i to zarówno wśród konsumentów, jak i wśród dyrektorów spółek - uważa Ken Goldstein, ekonomista z Conference Board. - Trzeba do tego dodać negatywny wpływ huraganów i powodzi, czego efektem był spadek zatrudnienia i produkcji, i zrozumiemy, dlaczego do końca roku będziemy obserwować zwolnienie rozwoju gospodarczego.

Inne dane makroekonomiczne z ostatnich tygodni są jednak bardziej obiecujące. Tzw. beżowa księga Fed przytacza dowody na utrzymujący się umiarkowany rozwój amerykańskiej gospodarki po uderzeniu huraganów Katrina i Rita. Dzięki odbudowie zniszczonych nieruchomości, wrzesień przyniósł optymistyczne dane o rozpoczynanych budowach nowych domów. Wskaźnik ten wzrósł aż o 3,4%, do 2,11 mln budynków w skali roku. We wszystkich regionach USA zanotowano jednak znaczny wzrost cen energii. Producenci nie są w stanie bez końca absorbować podwyżek na stacjach benzynowych - podkreślają ekonomiści. Prędzej czy później obciążenia dotkną konsumentów.

Najpierw zwolni,

potem przyspieszy

Ekonomiści uważają, że bezpośrednim skutkiem przejścia huraganów będzie spadek tempa wzrostu PKB o cały punkt procentowy do końca bieżącego roku. Zmniejszy się wzrost gospodarczy, ale się nie zatrzyma. - W przyszłym roku szczególnie obiecujące będą pierwszy i drugi kwartał, kiedy wskaźniki gospodarcze wzrosną z powodu poprawy koniunktury związanej z odbudową zniszczeń po Katrinie i innych klęskach - mówi David Resler z Nomura Securities. Druga połowa 2006 r. ma przynieść powrót do słabszego tempa wzrostu. - W przyszłym roku wzrost gospodarczy powinien być mniejszy niż 3,5% prognozowane przez FOMC w sierpniu - mówi Resler.

Reklama
Reklama

Wielką niewiadomą będzie zachowanie konsumentów, zwłaszcza w sezonie świątecznych zakupów. Wewnętrzny popyt generuje w USA dwie trzecie dochodu narodowego, więc wynikom handlu w ciągu najbliższego półtora miesiąca ekonomiści przyglądać się będą szczególnie pilnie. Na razie Federacja Sprzedawców Detalicznych (NRF) szacuje wydatki Amerykanów na świąteczne zakupy na 435 mld USD - o 5% więcej niż w roku poprzednim. Jednak, jeśli ceny energii będą utrzymywać się na wysokim poziomie (a nic nie wskazuje, że będzie inaczej), siła nabywcza portfeli Amerykanów znacznie się zmniejszy i handlowcy będą musieli ciąć ceny, aby przyciągnąć ludzi do sklepów.

- Rachunek jest prosty - mówi Resler. - Przeciętna amerykańska rodzina ma dwa samochody, które przejeżdżają po 15 tysięcy mil rocznie. To oznacza około 2 tysięcy dolarów na paliwo. Jeśli benzyna drożeje o dolar na galonie - jak to było w ciągu ostatniego roku - wydatki na paliwo są o tysiąc dolarów wyższe. Oznacza to, że w budżetach domowych zabraknie tysiąca dolarów na konsumpcję. Do tego należy doliczyć rosnące koszty energii elektrycznej i gazu, co spowoduje, że rachunki znacznie się zwiększą, pogłębiając kłopoty finansowe wielu Amerykanów.

Fed się martwi

Dane o wrześniowej inflacji przyjęto z niepokojem także w banku centralnym. Przedstawiciele Fed robią w ostatnich tygodniach wszystko, aby przekonać rynki finansowe i opinię publiczną, że dla banku centralnego priorytetem będzie zatrzymanie wzrostu cen. Od czerwca ub.r. Fed podnosił stopy procentowe już 12 razy z rzędu. Podstawowa stopa funduszy federalnych doszła do 4,00%. Rynki finansowe oczekują teraz, że Fed zakończy falę podnoszenia stóp na poziomie 4,5%, zanim zmieni nastawienie w polityce monetarnej na neutralne. Jeszcze kilka miesięcy temu przewidywano, że cykl podnoszenia stóp zakończy się na poziomie niższym o około 50 punktów bazowych.

Według Williama Poole?a, szefa Fed w St. Louis, Komitet Otwartego Rynku powinien elastyczniej reagować na sytuację makroekonomiczną. - Nie powinniśmy jechać na autopilocie - mówił niedawno Poole. - Polityka monetarna powinna zależeć od napływających danych. Musimy być otwarci, reagując na raporty, a nie kontynuować politykę, do której się przywiązaliśmy.

Osoby decydujące o polityce monetarnej zwracają jednak uwagę, że wskaźniki inflacji bazowej wciąż utrzymywały się na dużo niższym poziomie niż wysokość CPI i PPI. - To właśnie dane o inflacji bazowej (obliczanej z pominięciem cen energii i żywności - red.) dają najlepszy obraz trendów inflacyjnych - zapewnia Sandra Pianalto, prezes oddziału Rezerwy Federalnej w Cleveland, która przewiduje też, że "skok inflacyjny powinien być krótkoterminowy". - W przyszłym roku powinniśmy mieć gospodarkę rozwijającą się w umiarkowanym tempie, ze zmniejszającymi się wskaźnikami inflacji, zbliżającymi się do znacznie dziś niższych wskaźników inflacji bazowej.

Reklama
Reklama

Pianalto uważa, że głównym celem Fed powinno być obecnie kontrolowanie inflacji i zminimalizowanie ryzyka stagflacji, czyli połączenia niskiego wzrostu gospodarczego i rosnących cen. To dlatego FOMC nie zdecydował się na chwilę przerwy w podwyżkach podczas wrześniowego spotkania, tuż po przejściu huraganu Katrina.

Jak wysoko zostaną wywindowane stopy? - Wszystko zależy od aktualnej sytuacji gospodarczej - odpowiada Pianalto. Stopy mogą pójść w górę wyżej niż obecne prognozy, gdy okaże się, że napięcia inflacyjne wciąż będą silne, a wydatki konsumentów będą utrzymywać się na wysokim poPrezes Fed w Richmond w stanie Wirginia Jeffrey Lacker przyznał, że trudno było powstrzymać ostatni wzrost cen spowodowany przede wszystkim zwyżką cen energii, ale jednocześnie powiedział, że Fed będzie ostro reagował na sytuację gospodarczą - tak aby utrzymać reputację instytucji stanowczo zwalczającej inflację. Podtrzymał jednak tezę Pianalto. - To jasne, że wzrosło ryzyko inflacji, ale wierzę, że wzrost cen ma charakter przejściowy i nie zmieni zasadniczo długoterminowej prognozy inflacyjnej - powiedział podczas konferencji w Atlancie. Według Lackera, wartość inflacji bazowej wciąż jest niższa od wskaźników CPI i PPI, jednak jej wysokość pozostaje "w górnej strefie granicy tolerancji". Jedną z lekcji wyciągniętych z kryzysu lat 70. powinno być skoncetrowanie polityki monetarnej na stabilizacji cen - sugerował Lacker.

Sygnały z Rezerwy Federalnej są więc jednoznaczne: mając wybór między wzrastającą inflacją a zwolnieniem rozwoju gospodarczego, Komitet Otwartego Rynku (FOMC) opowie się za drugą opcją. Kohl uważa, że powstrzymanie się z podwyżką stóp procentowych nie przyniosłoby pożytku amerykańskiej gospodarce. Fergusson sugerował wręcz, że jeśli to się okaże konieczne, Komitet Otwartego Rynku może zacząć podnosić stopy o 50 punktów bazowych, a nie - jak to miało miejsce dotychczas - tylko o 25 pb.

W stronę oszczędności

Stany Zjednoczone powoli zaczęły się przyzwyczajać do wysokich cen energii. Spadło zużycie paliw, co - zdaniem ekonomistów - jest na razie wynikiem wprowadzonych oszczędności, a nie spadku produkcji. Wzrasta zainteresowanie małymi, tanimi w eksploatacji samochodami i energooszczędnymi domami. - pNa dłuższą metę efekty utrzymujących się wysokich cen paliw mogą okazać się pozytywne - świat zwróci się bowiem ku bardziej energooszczędnym technologiom - mówi głośno Greenspan. Gospodarka USA jest coraz mniej zależna od ropy (wskaźnik konsumpcji ropy naftowej do PKB obniżył się o połowę od 1973 r.), choć dzieje się to na korzyść innego drożejącego źródła energii - gazu ziemnego.

Reklama
Reklama

Niemal wszyscy ekonomiści podkreślają, że poważnym czynnikiem ryzyka stał się rynek nieruchomości. W wielu regionach kraju ceny domów zostały wyśrubowane do astronomicznej wysokości. Tymczasem wraz z podnoszeniem stóp przez Fed zaczęło wzrastać oprocentowanie kredytów hipotecznych w USA, co prędzej czy później ograniczy popyt na rozgrzanym do czerwoności rynku. Przed niebezpieczeństwem pęknięcia cenowego bąbla ostrzegał nawet Greenspan. Gwałtowny spadek wartości domów może znacznie ograniczyć siłę nabywczą konsumentów, którzy często dziś korzystają z popularnych kredytów pod zastaw hipoteczny.

Zdaniem Reslera, najczarniejszy dziś scenariusz dla Ameryki to znaczny spadek wydatków konsumenckich, który przełoży się na PKB. Jeśli do tego globalna gospodarka będzie zwalniać w tempie szybszym od prognoz, spadnie także amerykański eksport. Zimniejsza pogoda podczas sezonu grzewczego i załamanie się rynku nieruchomości mogą w sumie prowadzić do recesji. - Módlmy się o ciepłą zimę - mówi ekonomista Nomura Securities.

Nowy Jork

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama