Reklama

Cięć nie będzie

Węgierski rząd nie ugnie się pod presją Unii Europejskiej i nie będzie ciął wydatków publicznych. Mimo straszenia zatrzymaniem dotacji z Brukseli premier Ferenc Gyurcsany zapowiada, że nie zrezygnuje z inwestycji w infrastrukturę i pomocy obywatelom.

Publikacja: 17.11.2005 07:35

Wczoraj ministerstwo finansów Węgier podało, że w listopadzie krajowy deficyt budżetowy wyniesie najprawdopodobniej 179,5 mld forintów (840 mln USD), a po 11 miesiącach sięgnie 1,24 bln forintów - 21% powyżej celu na cały rok. Mimo to wiceminister Tamas Katona zapewnił, że całoroczne prognozy deficytu nie są zagrożone.

Po tym, jak Komisja Europejska zdecydowała, że Węgry muszą w liczeniu deficytu uwzględniać wydatki na inwestycje drogowe, rząd w Budapeszcie pod koniec września podniósł prognozy niedoboru w państwowej kasie na ten rok z 3,6% do 6,1% PKB. Deficyt ma być więc większy od 5,4% PKB odnotowanych rok temu. - Prognozy zostaną wypełnione - uważa Zoltan Torok, analityk z budapeszteńskiego biura Raiffeisen Zentralbanku. - Problem tkwi w tym, że ministerstwo stosuje inną metodę księgową niż unijna, i nie daje do wyliczeń żadnych wskazówek - twierdzi Torok. Część analityków spekuluje, że różnica między wydatkami a wpływami może w tym roku przekroczyć nawet 7% węgierskiego PKB.

Tak czy inaczej węgierski deficyt po raz czwarty z kolei będzie w tym roku większy, niż rząd obiecywał w Brukseli. Ponaddwukrotnie przekroczy poziom 3% PKB, który jest warunkiem dla przyjęcia euro. W przyszłym roku dziura w budżecie ma spaść do 4,7%. Unijny komisarz ds. monetarnych Joaquin Almunia ostrzegł w zeszłym tygodniu, że jeśli Węgry nie będą realizować celów fiskalnych, UE pomyśli o cofnięciu pomocy w ramach funduszy spójności. Wciąż obowiązuje deklaracja złożona przez Węgrów w Brukseli, że deficyt w 2008 r. będzie spełniać unijne kryterium, co pozwoliłoby przyjąć wspólną walutę dwa lata później.

- Węgierskie standardy życia są wiele niższe od europejskiej średniej. Więc jakim prawem Europa może czegokolwiek od nas żądać? - odpowiedział wczoraj węgierski premier Ferenc Gyurcsany w artykule na łamach "Financial Times". Gyurcsany zapewnił, że rząd ani myśli rezygnować z inwestycji w infrastrukturę bądź ograniczać pomoc dla najuboższych. Każde cięcia byłyby premierowi nie na rękę, ponieważ wiosną kraj czekają wybory parlamentarne.

Zdaniem Gyurcsany?ego, odebranie Węgrom unijnej pomocy za zbyt wysoki deficyt byłoby niesprawiedliwe, ponieważ nie są one członkiem strefy euro. Minister gospodarki Janos Koka stwierdził z kolei, że między Węgrami a innymi krajami - takimi jak Francja, Niemcy czy Włochy - które też są pod ostrzałem za zbyt wysokie niedobory, jest podstawowa różnica: My się rozwijamy, stajemy bardziej konkurencyjni. A te wszystkie państwa nie rozwijają się wcale - stwierdził Koka. W tym i w następnym roku tempo wzrostu PKB na Węgrzech ma wynieść 3,5-4%. Z grubsza będzie więc dwa razy szybsze niż w strefie euro.

Reklama
Reklama

Według opublikowanego w poniedziałek raportu węgierskiego banku centralnego, dążenie do przyjęcia euro przez Węgry w 2010 r. byłoby bardzo ryzykowne. Kraj nie jest na to przygotowany - stwierdził bank centralny. - Możemy przeprowadzić reformy budżetowe i wprowadzić euro albo przekonać obywateli, że wspólna waluta to wcale nie jest dobry pomysł - powiedział szef banku Zsigmond Jarai.

AFX, Bloomberg, "FT"

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama