Wczoraj ministerstwo finansów Węgier podało, że w listopadzie krajowy deficyt budżetowy wyniesie najprawdopodobniej 179,5 mld forintów (840 mln USD), a po 11 miesiącach sięgnie 1,24 bln forintów - 21% powyżej celu na cały rok. Mimo to wiceminister Tamas Katona zapewnił, że całoroczne prognozy deficytu nie są zagrożone.
Po tym, jak Komisja Europejska zdecydowała, że Węgry muszą w liczeniu deficytu uwzględniać wydatki na inwestycje drogowe, rząd w Budapeszcie pod koniec września podniósł prognozy niedoboru w państwowej kasie na ten rok z 3,6% do 6,1% PKB. Deficyt ma być więc większy od 5,4% PKB odnotowanych rok temu. - Prognozy zostaną wypełnione - uważa Zoltan Torok, analityk z budapeszteńskiego biura Raiffeisen Zentralbanku. - Problem tkwi w tym, że ministerstwo stosuje inną metodę księgową niż unijna, i nie daje do wyliczeń żadnych wskazówek - twierdzi Torok. Część analityków spekuluje, że różnica między wydatkami a wpływami może w tym roku przekroczyć nawet 7% węgierskiego PKB.
Tak czy inaczej węgierski deficyt po raz czwarty z kolei będzie w tym roku większy, niż rząd obiecywał w Brukseli. Ponaddwukrotnie przekroczy poziom 3% PKB, który jest warunkiem dla przyjęcia euro. W przyszłym roku dziura w budżecie ma spaść do 4,7%. Unijny komisarz ds. monetarnych Joaquin Almunia ostrzegł w zeszłym tygodniu, że jeśli Węgry nie będą realizować celów fiskalnych, UE pomyśli o cofnięciu pomocy w ramach funduszy spójności. Wciąż obowiązuje deklaracja złożona przez Węgrów w Brukseli, że deficyt w 2008 r. będzie spełniać unijne kryterium, co pozwoliłoby przyjąć wspólną walutę dwa lata później.
- Węgierskie standardy życia są wiele niższe od europejskiej średniej. Więc jakim prawem Europa może czegokolwiek od nas żądać? - odpowiedział wczoraj węgierski premier Ferenc Gyurcsany w artykule na łamach "Financial Times". Gyurcsany zapewnił, że rząd ani myśli rezygnować z inwestycji w infrastrukturę bądź ograniczać pomoc dla najuboższych. Każde cięcia byłyby premierowi nie na rękę, ponieważ wiosną kraj czekają wybory parlamentarne.
Zdaniem Gyurcsany?ego, odebranie Węgrom unijnej pomocy za zbyt wysoki deficyt byłoby niesprawiedliwe, ponieważ nie są one członkiem strefy euro. Minister gospodarki Janos Koka stwierdził z kolei, że między Węgrami a innymi krajami - takimi jak Francja, Niemcy czy Włochy - które też są pod ostrzałem za zbyt wysokie niedobory, jest podstawowa różnica: My się rozwijamy, stajemy bardziej konkurencyjni. A te wszystkie państwa nie rozwijają się wcale - stwierdził Koka. W tym i w następnym roku tempo wzrostu PKB na Węgrzech ma wynieść 3,5-4%. Z grubsza będzie więc dwa razy szybsze niż w strefie euro.