Reklama

Umiarkowany wzrost S&P 500

Wybicie indeksu S&P 500 do najwyższego od ponad czterech lat poziomu nie przesądza o kontynuacji długoterminowego trendu wzrostowego. Wygląda na to, że po raz kolejny wyjście ponad poprzedni wierzchołek skończy się realizacją zysków i spadkiem notowań.

Publikacja: 26.11.2005 08:15

Chętnych do kupowania amerykańskich akcji nie brakuje, kiedy ich kursy spadają. Natomiast jeśli przychodzi do kupowania papierów po coraz wyższych cenach, inwestorzy zaczynają uważnie oglądać każdego dolara. Po serii podwyżek stóp procentowych i sezonie huraganów wcale nie są przekonani, że amerykańska gospodarka będzie w dalszym ciągu rozwijać się w szybkim tempie. Na wykresie to niezdecydowanie znalazło odbicie w fałszywych sygnałach kupna z przełomu 2004 i 2005 roku oraz z sierpnia 2005 roku.

S&P 500 znów powtarza schemat z przeszłości. Wartość indeksu rośnie, jednocześnie spada zmienność, mierzona wskaźnikiem ATR. Budowaniu tegorocznych wierzchołków towarzyszą minima na wykresie zmienności. W tej chwili ATR z 10 sesji ma wartość ok. 10 punktów, tymczasem zakończeniu trendu wzrostowego na S&P 500 następowało przy zmienności wynoszącej 7,5-8 pkt.

Klin? Raczej nie

S&P 500 ma za sobą pięć kolejnych wzrostowych tygodni. To najdłuższa taka seria, od przełomu 2003 i 2004 roku, kiedy indeks rósł przez 9 kolejnych tygodni. Wykres indeksu zbliża się już do linii trendu, poprowadzonej po szczytach ze stycznia 2004, grudnia 2004 oraz marca 2005 roku, którą część analityków identyfikuje jako górne ograniczenie długoterminowego klina wzrostowego, obejmującego notowania od początku 2004 roku. Tak rozległa formacja miałaby kończyć długoterminowy trend wzrostowy, zapoczątkowany jeszcze w 2003 roku. Thomas Bulkowski, autor "Encyclopedia of Chart Patterns", badacz skuteczności formacji technicznych na rynku amerykańskim, wyznacza maksymalny czas kształtowania się klina na cztery miesiące. Tymczasem klin na S&P 500 powstaje już przeszło 22 miesiące.

Wątpliwości wokół formacji klina nie oznaczają, że opisywana (widoczna na wykresie) linia trendu nie zadziała. Zasygnalizowały to notowania ze środy - ostatnia "prawdziwa" sesja w mijającym tygodniu Święta Dziękczynienia. Cztery wcześniejsze sesje S&P kończył w pobliżu dziennego maksimum i na wykresie powstawały białe świeczki z minimalnymi cieniami. W środę świeca miała już wyraźny górny cień, takiej samej wielkości jak cały korpus. Jej negatywną wymowę osłabia niski (znacznie poniżej średnich wartości) obrót.

Reklama
Reklama

Reasumując rozważania o S&P - za najbardziej prawdopodobny scenariusz uznaję utrzymanie trendu w jego dotychczasowej wersji. Przemawia za tym niewielka zmienność i brak formacji, która mogłaby kończyć długoterminowy wzrost. Oczekuję zatem zatrzymania zwyżki w okolicach 1280 pkt i korekty sięgającej 62-proc. zniesienia ostatniego ruchu w górę. Oznaczałoby to spadek S&P 500 do 1210 pkt.

Dywergencja się utrzymuje

Wątpliwości odnośnie do jakości trendu wzrostowego za Atlantykiem zwiększa utrzymująca się dywergencja między poszczególnymi średnimi Dow Jonesa. Wprawdzie rośnie zarówno Średnia Transportowa (Dow Jones Trasportation Average - DJTA) jak i Średnia Przemysłowa (Dow Jones Industrail Average - DJIA), ale tylko pierwszy ze wskaźników znajduje się na rekordowo wysokim poziomie. DJIA pozostaje w średnio/długoterminowym trendzie bocznym. Dopiero po przekroczeniu poziomu marcowego wierzchołka (10 940 pkt) będzie można mówić o zmianie tendencji na wzrostową. Dodatkowo w ostatnim ruchu cen na północ nie bierze udziału Średnia Użyteczności Publicznej (Dow Jones Utilities Average - DJUA), która w teorii pełnić powinna funkcję wskaźnika wyprzedzającego dwie pozostałe średnie. Tymczasem DJUA do szczytu z 3 października brakuje jeszcze 10%. Poprawę sytuacji zapowiada sesja środowa, którą wskaźnik zakończył na 401,9 pkt. Zamknięcie wypadło na najwyższym poziomie od półtora miesiąca, tuż powyżej górnego ograniczenia kilkutygodniowego trendu bocznego.

Mocne zakończenie BUX

Mocnym wzrostem zakończył mijający tydzień węgierski BUX. Obroty były tylko minimalnie niższe. Nie rozstrzyga to o zmianie trendu na tamtejszym rynku, który od połowy października ma kierunek boczny. Dopóki nie zostanie przekroczone 22 tys. pkt nie można wykluczyć zbudowania na wykresie formacji trójkąta, która byłaby jedynie korektą w spadku. Wybicie ponad 22 tys. byłoby bardzo korzystną okolicznością z punktu widzenia warszawskiej giełdy. W ostatniej fali wzrostowej węgierski rynek bardzo często "pomagał" w utrzymaniu zwyżki także na krajowym parkiecie.

Jednocześnie wczorajsza zwyżka przesądziła o przełamaniu trendu spadkowego na wykresie siły relatywnej BUX/WIG20. Przez dłuższą część tego roku obydwa rynki poruszały się w tym samym kierunku i tempie. Dopiero w czasie ostatniej spadkowej korekty ujawniła się słabość BUX. Gdyby nie fakt obniżonej aktywności inwestorów, ze względu na przedłużony weekend w USA, można by zaryzykować twierdzenie, że skoro kapitał wraca na słabsze pod względem wskaźników makro Węgry, to tym bardziej wrócić powinien do Polski. Niestety, z takimi wnioskami trzeba się wstrzymać przynajmniej do poniedziałku.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama