Wczorajsza sesja zmieniła niewiele, choć jedno jest warte uwagi. Cały czas trzymamy się blisko poziomów maksimum z drugiej połowy listopada. Już drugi dzień. To dobry znak, bo widać, że popyt nie odpuszcza i to mimo że podaż także nie zasypuje gruszek w popiele. Wskazuje na to ciągły wzrost LOP. Problem w tym, że to nie szczyt z listopada jest tu kluczowy, ale położony niewiele wyżej szczyt z przełomu września i października. Ten pierwszy na koniec sesji został pokonany. Najtrudniejsza próba jeszcze przed kupującymi.
Do pokonania tego poziomu potrzeba znacznie więcej siły niż tylko do zbliżenia się do niego. Podaż na razie nie jest wielka, co widać po wartości obrotu. Warto pamiętać, że jeśli faktycznie popyt skupi się na walce ze szczytem, to liczba sprzedających będzie rosła. Poważne wyzwanie, któremu kupujący w listopadzie nie sprostali. Czy teraz będzie inaczej? Wiadomo, że nie zależy to od publiki, ale od graczy instytucjonalnych. Pokusa, by dobrze skończyć rok, jest wielka.
My się tylko temu przyglądamy. Walka może się przecież przedłużyć, a do najbliższego poważnego wsparcia pozostało wiele miejsca. Dla mnie wciąż kluczowym jest poziom konsolidacji z połowy listopada. Póki ceny trzymają się powyżej, cały czas jest szansa na atak na szczyt. Dopiero trwałe zejście pod poziom 2466 pkt (dołek) otworzyłoby nam drogę do kolejnego testu poziomu konsolidacji z sierpnia br. To jednak na razie odległa przyszłość. Na razie trwa walka przy szczytach i jej wynik nie jest przesądzony. Nie ma teraz sygnałów zmiany krótkoterminowego trendu na spadkowy. Dobra końcówka może nawet sugerować, że koniec tygodnia będzie bardzo ciekawy.