Piątkową sesję można uznać za co najmniej dziwną. Starły się dwie poważne siły, a wynik tej potyczki nie jest wcale jednoznaczny. Z jednej strony, mamy poranną lukę hossy oraz nowe rekordy na rynku terminowym, a z drugiej zamknięcie wspomnianej luki i brak rekordów na rynku kasowym. Nie mówię tu o końcowym fixingu, bo to oddzielna sprawa. Wystrzał indeksu w końcówce to w dużej mierze wynik podniesienia ceny Pekao.

Kolejne elementy skutecznie mącące obraz to powrót w okolice szczytów po wcześniejszym spadku cen pod czwartkowe zamknięcie z jednej strony, a z drugiej niska aktywność, która zdecydowanie nie przystoi przy notowaniu wartości rekordowych. Tu także trzeba zauważyć, że dopiero końcówka sesji poprawiła ten stan, a przez większość czasu notowań obrót był mały i skupiał się głównie na PKN.

Styl bicia rekordów pozostawia wiele do życzenia. Popyt zamiast rzucić się na rynek był bardzo zachowawczy. To doprowadziło do jeszcze jednej obserwacji. Rynek terminowy zdecydowanie nie wierzył w skuteczną akcję popytu. Widać to po wartości bazy, która dochodziła do -20 pkt. Takie wątpliwości w stosunku do rynku byka najczęściej mu służą. Czy tak będzie i teraz? Końcówka sesji na to wskazuje. Warto pamiętać o jeszcze jednym. Szczyt hossy kreślony jest w chwili euforii, a tej wczoraj zdecydowanie nie było widać. Tym samym trzeba założyć, że wzrost będzie kontynuowany.

Jeśli rzucimy okiem na wykres, to łatwo dojdziemy do wniosku, że wczoraj nie pojawił się nowy poziom wsparcia, a więc pozostaje nam nadal kierować się poziomem konsolidacji z połowy listopada. Póki nie zostanie ona pokonana lub nie pojawi się nowe wsparcie na wyższym poziomie, trzeba zakładać dalszą zwyżkę cen. W końcu mamy trend wzrostowy i nie opory nam teraz w głowie.