Nowy rząd kierowany przez premiera Kazimierza Marcinkiewicza obejmuje władzę przy stosunkowo korzystnych uwarunkowaniach makroekonomicznych. Polska gospodarka znajduje się w fazie rozwoju, przy stopniowo rosnącej aktywności ekonomicznej, niskiej i ustabilizowanej inflacji, stosunkowo niskich stopach procentowych, spadającym powoli (ale jednak) bezrobociu i niskim deficycie na rachunku obrotów bieżących.
To sytuacja bardzo korzystna z punktu widzenia nowych władz gospodarczych. Zwiększa bowiem pole manewru w polityce ekonomicznej, ułatwiając - jeśli jest taka wola polityczna - przeprowadzanie reform gospodarczych, zwiększając szanse na realizację wyborczych postulatów, lub chociażby łagodząc skutki ewentualnych zaniedbań i potknięć poprzez stabilizujący wpływ na nastroje inwestorów. Warto, by nowy rząd był w stanie wykorzystać tę sytuację, aby faktycznie dokonać zmian, które podniosą konkurencyjność polskiej gospodarki i przyczynią się do utrwalenia widocznej tendencji wzrostowej w długim okresie. Czy to się uda, pokażą dopiero kolejne lata. Warto jednak przypomnieć, że jednym z nieodłącznych elementów tych zmian powinna być kontynuacja konsolidacji fiskalnej i ograniczenie skali obciążeń w tej materii.
Przyjęta przez rząd autopoprawka do budżetu na 2006 r. nie wnosi wiele nowego do obrazu sytuacji fiskalnej w przyszłym roku, który znaliśmy przed jej zatwierdzeniem. To, że udało się obniżyć deficyt o ok. 2 mld zł w stosunku do projektu poprzedniego rządu, należy odebrać pozytywnie, podobnie jak fakt, że mając do wyboru odejście od zadeklarowanej zasady utrzymania "kotwicy" budżetowej albo rezygnację ze zbyt kosztownych obietnic wyborczych, rząd Kazimierza Marcinkiewicza wybiera raczej tę drugą opcję. W tej sytuacji nawet nieznaczne naciągnięcie linki, na której ta kotwica się trzyma (deficyt 30,6, a nie 30 mld zł), nie razi aż tak bardzo. Wprawdzie zwiększenie planowanych dochodów budżetu o 3 mld zł uzasadniane przyspieszeniem wykorzystania funduszy z UE i realizacji programu budowy dróg i mieszkań może budzić pewną konsternację, jednak ogólnie nie ma raczej nadmiernych powodów do niepokoju, jeśli chodzi o realizację przyszłorocznego budżetu w kształcie przyjętym przez rząd. Zapowiadana wyższa realizacja deficytu budżetowego w tym roku (31 mld zł, podczas gdy jeszcze niedawno minister Gronicki mówił, że możliwe jest 28 mld zł) sugeruje, że część tegorocznych dochodów uda się sprytnie przesunąć na następny rok.
O ile budżet na 2006 r. nie budzi poważnych obaw, to znacznie mniejszym optymizmem napawają zapatrywania nowego rządu na kwestię konsolidacji fiskalnej w średnim terminie. Wprawdzie szczegółowych planów w tej sprawie jeszcze nie sformułowano - poznamy je zapewne dopiero w zaktualizowanym programie konwergencji, który rząd w ciągu najbliższych miesięcy musi przesłać do Brukseli - ale i premier, i minister finansów przyznają, że najprawdopodobniej deficyt finansów publicznych w kolejnych latach będzie wyższy niż zaplanowano w poprzednim programie konwergencji. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami ekspertów Prawa i Sprawiedliwości, strategia redukcji deficytu sektora publicznego w relacji do PKB opierać się ma na utrzymaniu deficytu na stałym poziomie 30 mld zł, przy założeniu szybko rosnącego tempa wzrostu PKB, oraz przyjęciu, że pieniądze przekazywane do otwartych funduszy emerytalnych nie powiększają deficytu (co jest sprzeczne z obecnym stanowiskiem Unii Europejskiej). I właśnie ta koncepcja budzi poważne zastrzeżenia.
Po pierwsze, strategia ta zapewne spotka się z nieprzychylną reakcją Komisji Europejskiej. Teoretycznie w przypadku łamania zasad dyscypliny fiskalnej KE może nawet zablokować nam dostęp do części funduszy spójności. Jednak w praktyce sankcje te będzie trudno zastosować dla Polski, skoro problem nadmiernego deficytu dotyczy szeregu innych członków Unii Europejskiej i jak do tej pory nie spotkały ich poważne konsekwencje. Ale nawet jeżeli nie pojawi się bezpośrednia kara finansowa, negatywne skutki tej sytuacji budżet odczuje chociażby w postaci wzrostu kosztów obsługi długu w wyniku pogorszenia nastrojów na rynku finansowym.