Reklama

Prezenty ważniejsze od akcji

Ostatnie pięć sesji pozostawiło nas z niewiadomą co do kierunku ruchu. Brak determinacji obu stron rynkowej gry sprawił, że rynek utknął w krótkoterminowym trendzie bocznym. Przy takiej aktywności, jaka miała miejsce ostatnio, każdy scenariusz jest niemal równie prawdopodobny. Czy sprawia to jakiś kłopot? Jedynie psychologiczny, bo jeśli chodzi o posiadane pozycje, to nic na razie się nie zmieniło. Ostatni tydzień nie wpłynął na zmianę kierunku trendu, a tym samym nadal przewagę mają byki.

Publikacja: 12.12.2005 07:47

Ostatnie pięć sesji nie miało wiele wspólnego z normalnym handlem na rynku. Niska aktywność sugerowała strategię wyczekiwania inwestorów. Inwestorom instytucjonalnym na rękę było utrzymanie tak wysokich cen możliwie niskim kosztem. Zbliżający się koniec roku to jednak przypuszczalnie nie jedyny powód zastoju na rynku. Innym może być fakt, że w tym tygodniu nie było zbyt wielu poważnych publikacji, a każdy miał świadomość, że następne dni będą w nie obfitować.

We wtorek zbiera się FOMC

Nowy tydzień przyniesie z sobą powrót na czołówki tematu wysokości stóp procentowych i inflacji. We wtorek będzie obradować komitet otwartego rynku (FOMC) w USA, a w piątek poznamy wielkość tamtejszej listopadowej inflacji. Nie ma większej dyskusji na temat ewentualnych scenariuszy co do wyniku wspomnianego posiedzenia. Rynek jest zgodny, że stopy zostaną podniesione o kolejne 25 pkt bazowych. Zresztą podobnego ruchu oczekuje się także na pierwszym posiedzeniu w 2006 roku. Będzie to zarazem ostatnie posiedzenie pod kierownictwem A. Greenspana. Niepewność pojawia się co do wyniku pierwszego posiedzenia FOMC, gdy szefem Fed będzie już B. Bernanke. Obecnie szacuje się (na bazie notowań Fed Fund Futures), że podwyżka o 25 pkt bazowych jest prawdopodobna na ok. 54%.

Nadzieję na zatrzymanie trwającej właśnie sekwencji podwyżek stóp procentowych dał rynkowi zapis ostatniego posiedzenia FOMC, gdzie wyraźniejsze zaczęły być głosy, że dalsze podwyżki mogą odcisnąć swoje negatywne piętno na dynamice wzrostu gospodarczego. Być może brak przytłaczającego autorytetu A. Greenspana ośmieli pozostałych członków i wpłynie na zatrzymanie podwyżek. Wprawdzie B. Bernanke także wspomina o celu inflacyjnym, ale zapewne jego ocena nie będzie tak dominująca, jak poprzednika.

Ropa obniża inflację

Reklama
Reklama

Na poziom oczekiwań co do dalszych ruchów FOMC będą miały zapewne wpływ zmiany cen towarów konsumpcyjnych. Właśnie wskaźnik zmian tych cen poznamy w piątek. Będzie to publikacja o tyle ciekawa, że prawdopodobnie zaobserwujemy tu wpływ październikowego spadku cen ropy naftowej oraz cen pozostałych surowców energetycznych. Już teraz oczekuje się, że wartość CPI będzie niższa od wartości core (po odjęciu cen żywności i energii). Według prognoz, różnica ma wynieść ok. 0,6%. Patrząc na skalę spadku ceny ropy nie można wykluczyć, że faktycznie różnica będzie większa. Jeśli rzeczywiście CPI core będzie na poziomie +0,2, to całościowy wskaźnik może nawet spaść o ok. 0,8%. Oficjalnie oczekuje się spadku o 0,4%. Istnieje podejrzenie, że większy spadek może wpłynąć na zmianę oczekiwań co do posiedzenia FOMC inaugurującego szefostwo B. Bernanke.

Bank pazerny

vs. bank troskliwy

Po stopach procentowych w USA chciałbym poruszyć jeszcze dwa tematy, które wypłynęły w tym tygodniu. Oba mnie zadziwiają. Pierwszym jest propozycja części banków, by uniemożliwić zaciąganie kredytów walutowych. Przyznam, że odbieram to jako szczyt hipokryzji. O ile można rozstrzygać, czy faktycznie część banków nie zaangażowała się w kredyty walutowe zbyt mocno, narażając tym samym swoją działalność, to pochylanie się nad możliwą niedolą klientów jest już dyskusyjne. Tym bardziej że najbardziej "troskliwi" są ci, których udział w udzielaniu kredytów walutowych nie jest wielki albo wręcz ich nie udzielają, a więc tym samym swoim apelem godzą głównie w konkurencję.

Podobno jeden z prezesów banku wspiera ten apel, by kierowanej przez niego spółki nie uznawano "za pazerną". Kiedy to słyszę, to zastanawiam się, czy ktoś nie uważa mnie za głupka. Kierując się tą analogią proponuję, by producenci wieprzowiny zaapelowali o zakaz produkcji wołowiny i drobiu. Oczywiście, dla dobra konsumentów. Wiadomo przecież, że spożywanie wołowiny może pociągnąć za sobą zachorowanie na gąbczaste zwyrodnienie mózgu, a spożywając drób możemy nabawić się ptasiej grypy.

Dywidenda zwiększy ryzyko

Reklama
Reklama

Inną sprawą jest ostatnio wyartykułowana przez jednego z ministrów chęć skonsumowania znacznej części zysków, jakie wypracował KGHM w tym roku. Wiadomo, rząd ma wielkie potrzeby i nie ma sensu, by pieniądz się w spółce marnował. Wprawdzie prezes sygnalizował, że może być to dla KGHM niekorzystne ze względu na procesy inwestycyjne, ale... Osobiście uważam, że nie tylko ten aspekt należy brać pod uwagę.

Analitycy sugerują, że wielkość dywidendy może sięgnąć nawet 10 złotych na akcję. Kurs spółki rośnie, co w pierwszej chwili wydaje się rozsądne. Problem w tym, że wysokie zyski ostatniego roku nie wzięły się z niczego. Tak, wszyscy wiedzę, że to wynik rosnącej ceny miedzi. Tylko, że jest to jeden z czynników. Przypomnijmy, że drugim była zapowiedź zmniejszenia przez spółkę zaangażowania w transakcje zabezpieczające. Zmniejszając skalę hedgingu, wyniki spółki stały się bardziej wrażliwe na zmiany cen surowców. To oczywiście rodzi duże zyski, gdy ceny surowców rosną, ale mogą także pociągnąć większe straty, gdy ceny surowców zaczną spadać. Tym samym osiągnięte przez lubińską spółkę zyski to efekt większej ekspozycji na ryzyko.

Teraz część tych zysków będzie skonsumowana. Tym samym przy zajętej podobnej pozycji (wielkość produkcji będzie w przyszłym roku podobna) spółka pozbywa się części posiadanego kapitału. KGHM będzie miał mniej środków na przyszłe ewentualne straty wynikające ze spadającej ceny surowców. Tym samym ponownie wzrasta jej wrażliwość na zmiany cen surowców, a dynamiczny wzrost ceny spółki nie musi być w dłuższym terminie zasadny. Można mieć tylko nadzieję, że w związku z tym radosne odejście od transakcji zabezpieczających zostanie zrewidowane.

Brak determinacji stron

Teraz przyszła pora na ocenę samej zmiany cen. Rynek w tym tygodniu nie przysporzył nam wielu emocji. Tydzień rozpoczął się obiecująco. W poniedziałek obie strony rynku przez chwilę mogły czuć się wygrane. Najpierw pojawiły się nowe rekordy hossy. Mogłoby się wydawać, że popytowi tylko tego brakowało, a nowe szczyty zmuszą niedowiarków do zmiany zdania i będziemy mieli ucieczkę posiadaczy krótkich pozycji. Stało się jednak coś dziwnego. W chwili tryumfu byków zabrakło popytu. Tymczasem podaż cały czas trzymała fason. Nie dość, że niedźwiedziom nie w głowie była ucieczka, to jeszcze podaż zwiększyła swoją siłę. W efekcie szybko wróciliśmy pod poziom poprzedniego szczytu i z wybicia nic nie wyszło.

Tu odważnie powinna poczuć się podaż. Taka porażka popytu była świetną okazją do kontrataku. Teraz jednak nie dopisała podaż. Ceny spadały jeszcze we wtorek, ale w bardzo powolnym tempie. Kolejne trzy dni to już tylko dryfowanie na bardzo mizernym obrocie. Widać zatem, że i podaż nie wykorzystała swojej okazji. Zapewne część graczy była tym rozczarowana. Przypomnijmy, że już w poniedziałek wspominano o możliwości kreślenia przez ceny długoterminowej formacji podwójnego szczytu. Takie hipotezy w tym momencie wydawały się jednak mało rozsądne.

Reklama
Reklama

Za wcześnie

na podwójny szczyt

O formacji podwójnego szczytu, a więc w domyśle o jej negatywnej wymowie, nie mówi się, gdy tylko ceny nie poradzą sobie z poziomem poprzedniego szczytu. To jest zdecydowanie za szybko. By o takiej formacji mówić, a tym samym choćby dopuszczać możliwość poważnego spadku cen, oba szczyt powinny być już wykreślone, a cena powinna zmierzać do okolic dołka znajdującego się między tymi szczytami. Łatwo zauważyć, że w tym tygodniu nic takiego nie miało miejsca.

W tej chwili za wcześnie jest zakładać, że drugi szczyt został już wyznaczony. Na razie możemy mówić jedynie o zatrzymaniu wzrostu w okolicy oporu. To jeszcze nie oznacza, że ten wzrost się zakończył. Skoro trend jest wzrostowy, to o jego zmianie przesądzi przełamanie jakiegoś poziomu wsparcia. Może się więc okazać, że zakładanie wykreślenia formacji podwójnego szczytu faktycznie było jedynie marną próbą uzasadnienia chęci złapania szczytu.

Wsparcia i nastroje

Reklama
Reklama

Owszem, cofnięcie się popytu w chwili wyznaczania rekordów czteroletniej hossy to sygnał słabości kupujących. Nie wiadomo, jakie ta słabość ma znaczenie. Czy to tylko chwilowa niedyspozycja, czy też poważna zapaść? Skoro tego nie wiemy, to stawianie kategorycznych prognoz wydaje się mało rozsądne. Nie wspominając o zmianach w portfelu. O skali słabości popytu zostaniemy poinformowani po wielkości ewentualnego spadku cen i ewentualnym przełamaniu któregoś ze wsparć. Jeśli popatrzymy tylko na ten tydzień, to trudno stawiać zdecydowane niedźwiedzie prognozy. Popyt cały czas ma spore szanse na skuteczny atak.

Czynnikiem, który ponownie skłania do ostrożności przy podejmowaniu decyzji o grze na spadek cen, są rynkowe nastroje. Zauważmy, że do tej pory nie mieliśmy okazji obserwować oczekiwanej euforii zakupów. Euforii, która w założeniu miałaby być zwieńczeniem trendu. Jednym z mierników tych nastrojów jest wartość bazy. W poniedziałek, gdy ceny wychodziły na nowe szczyty, baza była ujemna. Także więc i w tym wypadku nie można mówić o szaleństwie zakupów. Rynek terminowy jakby oczekiwał na spadek cen, a krewkość podaży sugerowała, że niedźwiedzi obóz jest bardzo pewny siebie. Jak już wspominałem tu wielokrotnie, oczekiwania większości graczy (sygnalizowane właśnie przez wartość bazy) raczej nie mają większych szans na realizację. Kto ma sprzedawać, gdy większość inwestorów posiada już krótkie pozycje? Oczywiście, nie oznacza to, że ceny nie spadną w ogóle, ale można przypuszczać, że taki ewentualny spadek ma ograniczone szanse na kontynuację. W naszym wypadku ten ograniczony potencjał na kontynuację oznacza ograniczone szanse na zmianę trendu z wzrostowego na spadkowy.

Ostatnie pięć sesji pozostawiło wielką niewiadomą co do kierunku ruchu. Brak determinacji obu stron rynkowej gry sprawił, że rynek utknął w trendzie bocznym. Przy takiej aktywności, jaka miała miejsce ostatnio, każdy scenariusz jest niemal równie prawdopodobny. Czy sprawia to jakiś kłopot? Jedynie psychologiczny, bo jeśli chodzi o posiadane pozycje to nic na razie się nie zmieniło. Ostatni tydzień nie zmienił kierunku trendu, a tym samym nie było powodów do zmiany nastawienia. Niepewność w krótkim terminie nie wpływa na ocenę rynku w średnim i długim terminie. Tu wiążące pozostają dwa najważniejsze wsparcia. Pierwszym jest listopadowa konsolidacja, której przełamanie skutkowałoby zmianami w średnim terminie. Drugim jest konsolidacja z sierpnia br. Zejście pod jej poziom to już zmiana trendu w długim terminie. Na razie sporo nam brakuje do testu choćby pierwszego z tych wsparć. Pozostaje więc utrzymać bycze nastawienie i obserwować przebieg wydarzeń.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama