ETS rozstrzygał skargę brytyjskiej sieci handlu odzieżą Marks & Spencer przeciwko władzom Wielkiej Brytanii, lecz orzeczenie musi być respektowane w całej Unii.
Brytyjski potentat handlowy chciał, by przyznać mu prawo do odliczenia od zysków osiągniętych na Wyspach strat poniesionych w latach 1998-2001 na działalności w innych krajach Wspólnoty - Belgii, Francji i Niemczech. W grę wchodziła redukcja odprowadzanego przez Marks & Spencer podatku o 30 mln funtów (53 mln USD). W Wielkiej Brytanii, a także w kilku innych państwach UE, takie kompensowanie zysków i strat jest możliwe tylko w przypadku spółek zarejestrowanych w kraju. Marks & Spencer uznał to za niezgodne z gwarantowaną przez unijne traktaty swobodą wyboru miejsca prowadzenia działalności gospodarczej.
Sędziowie ETS-u (zajmowali się sprawą od dwóch lat - przekazał im ją Sąd Najwyższy w Londynie) nie podzielili tej opinii. We wczoraj ogłoszonym werdykcie stwierdzili, że zyski i straty można kompensować tylko w określonych sytuacjach: jeśli zagraniczna filia wykorzysta "wszystkie możliwe sposoby" na taką kompensację w kraju, w którym działa, a także nie będzie mogła rozliczyć strat w zyskach przewidywanymi w kolejnych latach. Według prawników, Marks & Spencer skorzysta na tym połowicznie. Najprawdopodobniej będzie mógł odliczyć straty, jakie zanotował w Niemczech i Belgii - tam nierentowne filie zostały zamknięte - ale nie we Francji, gdzie przynoszące straty sklepy odsprzedał.
Eksperci ostrzegali, że rozstrzygnięcie ETS-u na korzyść brytyjskiej spółki mogłoby poskutkować lawiną roszczeń podatkowych na wiele miliardów euro. Bank HVB wyliczył, że tylko w Niemczech firmy mogłyby zażądać zwrotu podatków za lata 1998-2002 w wysokości 30 mld euro, czyli 1,5% PKB.
ft.com, Bloomberg