Koniec ubiegłego tygodnia przyniósł na międzynarodowym rynku naftowym odwrócenie tendencji zwyżkowej. W poprzednich dniach doprowadziła ona ceny ropy w Londynie prawie do 60 USD za baryłkę, a w Nowym Jorku poziom ten został przekroczony. Na początku bieżącego tygodnia notowania były już o około 3 USD niższe, głównie za sprawą amerykańskich prognoz meteorologicznych.

Eksperci są zgodni, że pogoda jest obecnie najważniejszym czynnikiem decydującym o poziomie cen paliw płynnych. Po niedawnym ostrym ataku zimy w znacznej części USA nastąpiło ocieplenie. Według najnowszych prognoz, w okresie Bożego Narodzenia oraz przez kilka następnych dni w północno-wschodnich stanach wystąpią wyższe temperatury niż zwykle o tej porze roku. Ponieważ na region ten przypada cztery piąte amerykańskiego popytu na olej opałowy, ogólne zużycie tego paliwa w USA powinno być mniejsze. Tym samym osłabł niepokój o stan jego rezerw, a pośrednio także zapasów ropy.

Zresztą te ostatnie były w USA przy końcu pierwszej dekady grudnia o 11% większe od pięcioletniej średniej, a w zeszłym tygodniu odnotowano ich dalszy wzrost. Zmalały natomiast bardziej niż przewidywano zapasy oleju opałowego i napędowego, co zahamowało trwającą od kilku dni zwyżkę notowań.

W Londynie gatunek Brent z dostawą w lutym kosztował wczoraj po południu 56,37 USD za baryłkę w porównaniu z 56,17 USD w końcu sesji wtorkowej i 59,60 USD w poprzednią śro-dę.