Amerykańscy komentatorzy załamują ręce nad upadkiem korporacyjnych obyczajów. - Kiedyś nie zwalniano ludzi między Dniem Dziękczynienia a Nowym Rokiem. To się już skończyło - narzeka John Challenger, dyrektor firmy Challenger, Gray and Christmas. W tym roku tuż przed Dniem Dziękczynienia zwolnienia ogłosił General Motors. Redukcja 30 tys. etatów rozpoczęła się jeszcze przed końcem roku. Zwolnienia - 4000 osób - ogłosił też Ford.
Dziś statystyczny pracownik ma 54% więcej szans na zwolnienie w IV kwartale niż w jakiejkolwiek innej części roku. - Większość spółek próbuje zakończyć restrukturyzację przed nowym rokiem - twierdzi Challenger.
Lista zapowiadanych zwolnień ogłaszanych w grudniu jest jeszcze dłuższa. W pierwszej połowie miesiąca producent sprzętu AGD Whirlpool zapowiedział zwolnienie 730 ludzi w Arkansas, w związku z przeniesieniem fabryki do Meksyku. Telekom BellSouth chce pozbyć się 1500 osób, głównie z menedżmentu i personelu pomocniczego, a koncern farmaceutyczny Merck zamierza ograniczyć zatrudnienie aż o 7000 osób, z czego połowę w USA.
Redukcje nie ominęły nawet samego serca amerykańskiego kapitalizmu - nowojorskiej giełdy. NYSE zapowiedziała zmniejszenie zatrudnienia o 60 osób.
Chris Isidore, komentator portalu CNN/Money, zauważa, że wciąż wiele spółek powstrzymuje się od ogłaszania zwolnień w okolicach świąt, a tydzień między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem jest praktycznie pod tym względem martwy. Dzięki temu początek nowego roku to w USA drugi pod względem intensywności okres ogłaszania zbiorowych redukcji zatrudnienia. Challenger widzi jednak dobre strony tych decyzji. Powstrzymują bowiem osoby zagrożone zwolnieniem przed zbytnią rozrzutnością w czasie bożonarodzeniowych zakupów.