Trzeci kolejny miesiąc maleją obroty największymi spółkami na warszawskim parkiecie. W grudniu wyniosą ok. 11 mld zł, czyli ponad 1 mld zł mniej niż w listopadzie i ok. 5,5 mld zł mniej niż w rekordowym pod tym względem wrześniu. Mniejsza aktywność inwestorów nie przeszkadza rynkowi w biciu kolejnych rekordów. Ba, można odnieść wrażenie, że to nawet pomaga.
Pytanie, co przyniosą pierwsze dni nowego roku. Przy podobnie optymistycznym nastawieniu jak obecnie, w pierwszych tygodniach 2005 r. doszło do wyraźnej wyprzedaży. Wielu inwestorów zastanawia się zapewne, czy historia powtórzy się w 2006 r. To chyba w największym stopniu będzie zależeć od wiary zagranicznych inwestorów w możliwość utrzymania się hossy na rynkach wschodzących czwarty rok z rzędu. Jeśli takowej zabraknie, styczeń może przynieść falę realizacji zysków.
Z technicznego punktu widzenia warto zwrócić uwagę na pierwszą w wieloletniej hossie negatywną dywergencję, jaką na wykresie indeksu WIG-Banki utworzył tygodniowy MACD. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera kwestia obrony wsparcia w postaci przełamanego niedawno jesiennego szczytu. Wypada on na wysokości 46 791 pkt. Spadek poniżej niego potwierdzałby pesymistyczne wskazania MACD. Jednocześnie negatywna dywergencja pojawiła się na tygodniowym Stochasticu. Ten wskaźnik trafnie przestrzegał przed korektą z wiosny 2005 r. Wobec tego zamknięcie poniżej wrześniowej górki będzie można potraktować jako sygnał do pozbycia się akcji banków i złą wróżbę dla całego rynku. Dopóki WIG-Banki nie znajdzie się poniżej wsparcia, dopóty można liczyć na dalszy ruch w górę, ale zachowanie wskaźników sugeruje, że będzie się on odbywał w ślimaczym tempie.
WIG20 od październikowego szczytu dzieli 5%. Znajduje się on na poziomie 2565 pkt i wyznacza najważniejszą barierę chroniącą przed trwalszym spadkiem. Powrót indeksu poniżej tej bariery skłaniałby do przypuszczenia, że wśród zagranicznych inwestorów zwyciężyła opcja realizacji zysków na rynkach wschodzących.