Do tej pory E. Sjoeblom miała 5,45 mln walorów łódzkiej spółki odzieżowej, reprezentujących 12% kapitału. Objęła je, płacąc wierzytelnością wobec Próchnika, opiewającą na ponad 2,7 mln zł, a odkupioną od BPH. Teraz poinformowała, że 23 i 27 grudnia kupiła po 500 tys. papierów. W efekcie ma 14,2% kapitału i głosów na WZA.
Jaki udział w przyszłości?
Tylko przejętymi w grudniu akcjami Próchnika E. Sjoeblom może swobodnie handlować na giełdzie. Walory, które otrzymała dużo wcześniej w ramach konwersji zobowiązań przedsiębiorstwa, nie są dopuszczone do obrotu giełdowego (w efekcie ich sprzedaż - choć możliwa - nie jest prostą sprawą). - I taki wniosek nie zostanie złożony - zapewnia Mikołaj Habit, wiceprezes Próchnika i pełnomocnik inwestorki.
E. Sjoeblom poinformowała teraz, że w najbliższych 12 miesiącach rozważa zarówno zwiększenie, jak i zmniejszenie zaangażowania w Próchniku. Ma prawa poboru akcji nowej emisji, ale tylko z poprzednio posiadanego pakietu. Jeśli nie dokupi praw lub nie obejmie przynajmniej części nowych walorów, których nie będą chcieli przejąć inni udziałowcy, jej udział automatycznie stopnieje. Z drugiej strony, za pośrednictwem zarządu Próchnika, dawała już do zrozumienia, że gotowa jest kupić wszystkie nowe akcje, na które nie znajdą się chętni. - Ta deklaracja jest aktualna. I z nią wiąże się sformułowanie, że pani Sjoeblom może zarówno zwiększyć, jak i zmniejszyć zaangażowanie. Napisaliśmy tak na wszelki wypadek. Sprzedaż części akcji z kupionego teraz jednego miliona będzie brana pod uwagę, gdyby okazała się konieczna w związku z zakupem nowych, nieobjętych w ramach prawa poboru, papierów lub w związku z innymi planowanymi inwestycjami giełdowymi. Taka sprzedaż jest jednak bardzo mało prawdopodobna - twierdzi M. Habit.
Wczoraj kurs łódzkiego przedsiębiorstwa wzrósł o 1,9%, do 1,64 zł. 23 i 27 grudnia, czyli w dniach, kiedy inwestorka kupowała papiery, wynosił odpowiednio 1,34 zł i 1,43 zł.