Wczoraj późnym popołudniem dolara notowano poniżej 3,15 zł, zaś euro - poniżej 3,80 zł. Szybkie umocnienie naszej waluty w ostatnich dniach, szczególnie względem dolara, to efekt przede wszystkim spadku notowań amerykańskiej waluty względem euro. - Złoty coraz bardziej sterowany jest wydarzeniami na rynkach światowych - uważa Artur Wróbel, diler walutowy Banku Handlowego. Tymczasem amerykańska waluta słabnie względem euro m.in. na skutek oczekiwanego końca podwyżek stóp procentowych w USA. To może oznaczać, że dla światowych inwestorów amerykański rynek obligacji przestanie być już tak atrakcyjny.
Specjaliści zgodnie wskazują też, że jednym z bieżących czynników zachęcających graczy do kupna złotego jest zaplanowana na 24 stycznia emisja euroobligacji o wartości co najmniej 3 mld euro. Inwestorzy spodziewają się, że Ministerstwo Finansów wymieni pozyskane z tej emisji środki bezpośrednio na rynku, a to będzie oznaczało dodatkowy popyt na złotego.
Co może wydarzyć się na rynku walutowym w najbliższym czasie? - Nie widać na razie poważnych czynników, które mogłyby przeszkodzić w dalszym umocnieniu złotego. Korekta jest prawdopodobna, np. na skutek zawirowań politycznych, ale trudno powiedzieć, kiedy to się może stać - uważa Marcin Bilbin, diler walutowy w Banku Pekao. - Jeżeli dolar będzie dalej się osłabiał względem euro, to już nawet w najbliższych tygodniach amerykańska waluta może kosztować 3 zł - prognozuje Marcin Bilbin. Marek Zuber, szef doradców ekonomicznych premiera, uważa tymczasem, że na koniec roku euro może osłabnąć do 3,5-3,6 zł, a kurs dolara może spaść poniżej 3 zł.
Możliwe dalsze umocnienie złotego może okazać się niekorzystne dla eksporterów, gdyż ich produkty stają się coraz droższe w przeliczeniu na obce waluty. Z drugiej strony mocny złoty to czynnik pozytywny z punktu widzenia importerów, a także inflacji. Coraz wyższe notowania naszej waluty mogą osłabić niekorzystny wpływ na naszą gospodarkę rosnących ostatnio cen ropy naftowej, które powróciły do poziomów sprzed trzech miesięcy.