Analitycy rynku mediów obawiają się, że tegoroczna transmisja z ceremonii rozdania Oscarów będzie miała dużo mniejsze wskaźniki oglądalności niż w poprzednich latach. A sieć ABC liczy sobie drogo - 1,7 mln dolarów za 30-sekundową reklamę.

Z pięciu produkcji nominowanych do kategorii najlepszego filmu roku ("Brokeback Mountain", "Capote", "Crash", "Good Night and Good Luck" oraz "Munich") większość nie zarobiła zbyt wiele albo przeznaczona jest wyłącznie dla widzów dorosłych. Pominięcie filmów z wielkimi gwiazdami, takich jak "Wojna światów" z Tomem Cruise?em czy "Mr. & Mrs. Smith" z Bradem Pittem oraz Angeliną Jolie, może zniechęcić Amerykanów do włączenia telewizorów. Główny sponsor imprezy, koncern Coca-Cola, który powrócił po siedmiu latach, robi jednak dobrą minę do złej gry. - Oscary są znakomitym miejscem do umieszczania reklamy naszych produktów - mówi rzeczniczka prasowa firmy Susan McDermott.

Oglądalność ceremonii rozdania Oscarów systematycznie spada. W ubiegłym roku transmisję obejrzało 42,1 mln amerykańskich widzów, o 3,2% mniej niż rok wcześniej i o 9% mniej niż w 2000 roku. Także Hollywood znajduje się w poważnych kłopotach finansowych. W 2005 roku dochody z kinowej dystrybucji filmów zmniejszyły się o 6,2%, do 8,8 mld USD. Po raz pierwszy w historii spadła także sprzedaż kaset wideo i płyt DVD - tu odnotowano zniżkę obrotów o 1%, do 24 mld USD. Tegoroczne Oscary nie zachęcą widzów do udania się do kin w poszukiwaniu rozrywki - mówią analitycy.

Telewizja ABC i jej sponsorzy mogą liczyć na jedno. Wobec braku zdecydowanych hitów konkurencja między nominowanymi filmami jest tak wyrównana, że trudno wytypować zwycięzcę. Tylko budowanie napięcia przed wręczeniem ostatnich Oscarów może zatrzymać widzów przy odbiornikach.

Nowy Jork