Reklama

Ekonomista 2005 roku nominacje

Kryteria: wysoka opiniotwórczość, silny wpływ na zachowanie rynku, trafne prognozy i przewidywania

Publikacja: 08.02.2006 14:02

Mirosław Gronicki

były minister finansów

Ma na koncie sukces, jakiego nie udało się osiągnąć żadnemu ministrowi finansów od wielu lat - dochody budżetu rosły w ubiegłym roku szybciej niż wydatki.

Szybsze tempo wzrostu dochodów dało Gronickiemu (a właściwie już jego następczyni) ten komfort, że w ostatnich miesiącach ubiegłego roku nie trzeba było martwić się, w którą stronę ciągnąć przykrótką zwykle budżetową kołdrę. Miarą sukcesu jest to, że ubiegłoroczne wyniki budżetu kwalifikowałyby Polskę do przyjęcia euro - deficyt finansów publicznych nie przekroczył 3% PKB.

Przypomnijmy, że jeszcze w 2003 r. rekordy popularności bił zwrot "kryzys finansów publicznych". Warto oczywiście pamiętać, że dobre wyniki budżetu to efekt rozsądnego planowania i korzystnych warunków makro, w jakich przyszło działać ministrowi. Ale też trzeba przyznać, że te warunki nie zostały zmarnowane. Dlaczego? Gronicki jest uznawany za jednego z najlepszych (jeśli nie najlepszego) specjalistów od rachunków narodowych (czyli od PKB i jego struktury) w Polsce, a jego prognozy zazwyczaj okazują się trafne. A prognozy to podstawa przy planowaniu dochodów i wydatków państwa.

Reklama
Reklama

Trzeba podkreślić, że Gronicki okazał się wybitnym specjalistą od zarządzania długiem publicznym. Jego działalność w tym względzie nie wszystkim się podobała (kto nie wierzy, niech zapyta w NBP), ale dzięki niej koszty obsługi długu malały, a nie rosły. Zwiększanie skali zagranicznych emisji kosztem krajowych przybliżało nas też raczej niż oddalało od przyjęcia euro. Gorzej szło z reformowaniem finansów. Rządowi, którego Gronicki był członkiem, na to sił już nie wystarczyło.

Cezary Mech

wiceminister finansów

Autor programu gospodarczego PiS. Programu, który wbrew obawom, nie wystraszył inwestorów i został pozytywnie przyjęty przez rynki finansowe.

Cezary Mech był twórcą programu gospodarczego Prawa i Sprawiedliwości. To jego pomysły próbuje realizować rząd Kazimierza Marcinkiewicza. Istotne jest to, że - jak się okazało - rynki pozytywnie przyjęły program Mecha i PiS. Chociaż otwarcie mówiono, że inwestorom bardziej po drodze z PO, to propozycje Prawa i Sprawiedliwości nie doprowadziły do exodusu kapitału z Polski. No i mamy "kotwicę Mecha": regułę, że deficyt budżetowy będzie utrzymywany na niezmiennym poziomie 30 mld zł. Poprzednie reguły w finansach publicznych szybko szły w zapomnienie. Ta na razie się trzyma (pół miliarda deficytu więcej nie robi specjalnej różnicy). Jak będzie później - zobaczymy za kilka miesięcy.

Program gospodarczy PiS to jednak nie tylko jedna kotwica. Mech miał do przekazania pozytywne komunikaty również inwestorom giełdowym. Dbał zarówno o popyt (PiS zapowiadał rezygnację z podatku od zysków kapitałowych), jak i o podaż (przychody z prywatyzacji planowano na 7-10 mld zł rocznie, z czego więcej niż połowa miała być pozyskiwana dzięki sprzedaży akcji na giełdzie).

Reklama
Reklama

Rola wiceministra finansów jest jednak nieco inna niż twórcy programu zwycięskiej partii. Jako urzędnik Mech zajmuje się zarządzaniem długiem publicznym i łączeniem nadzorów nad rynkiem finansowym. Jego pomysły w tej ostatniej sprawie budzą najwięcej kontrowersji i są najmocniej krytykowane przez uczestników rynku.

Andrzej Sławiński

członek RPP

Praktyka akademicka w połączeniu z wieloletnim rynkowym doświadczeniem sprawia, że w obecnej RPP to o nim można mówić jako o "polskim Greenspanie".

W dziesięcioosobowej Radzie Polityki Pieniężnej wskazanie jednego tylko kandydata do tytułu ekonomisty roku graniczy z niemożliwością. Jak więc wytypować odpowiedniego reprezentanta? Wystarczy odrzucić skrajności w radzie i wybór może być tylko jeden (a właściwie dwa - patrz niżej). Sławiński należał do wąskiej grupy członków RPP, którzy mieli w ub.r. największy wpływ na jej działalność. Mimo że decyzje rady są przedmiotem dosyć ostrej krytyki części ekonomistów, to nie można radzie zarzucić nieprzA. Sławiński z powodzeniem łączy dwie wydawałoby się wykluczające się role - ekonomisty akademickiego oraz człowieka wyjątkowo dobrze zorientowanego w bieżących sprawach rynku finansowego. Równie dobrze czuje się za katedrą (niewielu potrafi w celny, a nierzadko i zabawny sposób wyjaśnić zawiłości nowoczesnych finansów), jak w dealing-roomie. Czy do tej listy można dodać pokój, w którym odbywają się posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej? Tego oczywiście nie wiemy, bo przebieg spotkań rady to tajemnica.

Andrzej Wojtyna

Reklama
Reklama

członek RPP

Bojownik o przejrzystość polityki pieniężnej - tak oceniają go inni ekonomiści.

W Radzie Polityki Pieniężnej nie do przecenienia jest również obecność Andrzeja Wojtyny. Jak wskazują wyniki głosowań RPP, jest drugą (obok Sławińskiego) osobą o najbardziej wyważonych poglądach co do tego, jaka powinna być wysokość stóp procentowych. Nie tylko to, jak głosował, ale i to, co mówił, pomagało zrozumieć działalność rady w ubiegłym roku. Na korzyść Wojtyny przemawia jeszcze jedno - wszyscy zazdroszczą mu oczytania i wiedzy o makroekonomii w ogóle, a o polityce pieniężnej w szczególności. Co daje taka wiedza?

Prof. Wojtyna jak mało kto zdaje sobie sprawę ze znaczenia przejrzystości tej polityki. Nie bez powodu uchodzi za jej największego zwolennika w Radzie Polityki Pieniężnej (w poprzedniej też nikt nie mógł równać się z nim pod tym względem).

Jak się ocenia, to głównie za jego sprawą RPP posługiwała się przez pewien czas nastawieniem w polityce pieniężnej (a początkowo nawet nastawieniem do nastawienia - zapowiadając jego zmiany). Pomógł w wyjściu na światło dzienne projekcji inflacji, która jest teraz podstawowym punktem odniesienia zarówno dla członków rady, jak i analityków oraz rynku. Wreszcie - przyczynił się do poprawy jakości komunikatów rady.

Reklama
Reklama

Katarzyna Zajdel-Kurowska

główna ekonomistka Banku Handlowego i wiceprezes

Polskiego Stowarzyszenia Ekonomistów Biznesu

Najtrafniej - wedle rankingu PARKIETU - prognozowała w ubiegłym roku wskaźniki makroekonomiczne.

Sporządziliśmy zestawienie prognoz dotyczących danych, jakie w perspektywie kilku dni podają NBP i GUS, a także decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Ktoś może powiedzieć, że przewidywanie na tak krótką metę jest bez większego znaczenia. Niekoniecznie. Trafna prognoza (o ile kierują się nią dilerzy i klienci banku) może przynieść znaczne zyski. Pozostali kandydaci do tytułu najlepszego ekonomisty dbają o to, żeby było lepiej wszystkim. Spośród naszych kandydatów wymierne korzyści konkretnym ludziom i firmom mogła dać tylko praca głównej ekonomistki Banku Handlowego.

Reklama
Reklama

Co istotne, w pracy ekonomisty bankowego, z którego analiz korzystają inwestorzy na rynkach finansowych, nie zawsze najważniejsza jest dokładność przewidywań. Nierzadko wystarczy po prostu "ustawić się" po właściwej stronie rynku. Sukcesem jest nawet przestrzelenie szacunków, ale w sytuacji, gdy inni ekonomiści (a w rezultacie - inni inwestorzy) spodziewają się zupełnie innego scenariusza. Na takiej właśnie zasadzie sukcesem Zajdel-Kurowskiej i jej zespołu była prognoza dotycząca inflacji w styczniu ubiegłego roku. Za celną uchodzić nie mogła (Handlowy obstawiał, że inflacja wyniosła 4,4%, według GUS było to 4,0%, potem dane jeszcze zweryfikowano w dół), ale takim optymizmem nie wykazał się wówczas nikt. Niedługo po ogłoszeniu danych klienci banku podliczali zyski.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama