Były wieloletni szef amerykańskiego banku centralnego zszedł ze świecznika 31 stycznia, ale po kilku dniach znowu zrobiło się o nim głośno. Przetestował rynki finansowe i okazało się, że jego, bądź przypisywane mu, słowa zachowały dawną moc. A rynek wycenia je znacznie wyżej niż rząd.
Teraz jego firma nie nazywa się Fed, lecz Greenspan Associates. Specjalnością zakładu jest produkcja analiz ekonomicznych i wykłady, a w planach właściciel ma też napisanie książki.
Na początek Greenspan pojawił się podczas telekonferencji zorganizowanej dla inwestorów w Tokio przez azjatycką filię francuskiego banku Credit Agricole, właściciela Europejskiego Funduszu Leasingowego. Na konto Greenspan Associates miało wpłynąć z tego tytułu 120 tys. USD.
Kilka dni później spotkał się z najważniejszymi klientami banku inwestycyjnego Lehman Brothers i od razu rozruszał rynki finansowe. Wygląda na to, że wprawdzie nie powiedział nic nowego, ale jego opinię wyceniono wysoko. Prawdopodobnie zainkasował honorarium w wysokości 250 tys. USD, co znacznie przewyższa jego roczne wynagrodzenie jako prezesa Fed (181 tys. USD).
Z przecieków, które dotarły na rynki finansowe, wynika, że Greenspan mówił o dobrych perspektywach gospodarki USA i prawdopodobieństwie dalszego wzrostu stóp procentowych. Doprowadziło to do spadku cen i wzrostu rentowności krótkoterminowych papierów skarbowych.