Wczorajsza sesja wyraźnie pokazała, co znaczył środowy wzrost w końcówce. Był on kolejnym, który dokonał się na niskim obrocie i dziś mamy tego efekty. Można się było zastanawiać, czy to nie jest powrót do głównego trendu (ten w końcu wciąż jest wzrostowy), ale wątpliwości pozostały. Wczoraj zostały stosunkowo szybko rozwiane. Brak wiarygodności zwykle się mści i tak było właśnie wczoraj. Trzeba zwrócić uwagę, że także i wczoraj aktywność na rynku nie była na tyle wysoka, by zmiany cen uznać za wiarygodne. Ponownie wielkość obrotu odbiegała od tych, które z czystym sumieniem można uznać za potwierdzające ruch na rynku. A ruch był, bo po otwarciu w okolicach środowej końcówki ceny właściwie cały czas spadały.
Z technicznego punktu widzenia zarówno wczorajszy spadek, jak i przedwczorajszy wzrost to zwykłe wahania w ramach kreślonej przez ceny konsolidacji. Tu takich ruchów jest sporo i właściwie nie ma się co nimi emocjonować. Kluczowym wydarzeniem będzie dopiero wyjście poza obszar ograniczony przez wsparcie i opór. Na razie do wybicia nie doszło, ale fakt, że ceny cały czas mieszają się w okolicy dolnego ograniczenia, może świadczyć, że jednak do takiego wybicia dojdzie. Kolejne próby oddalenia się od wsparcia nie przynoszą efektu i po krótkim czasie ponownie dochodzi do spadku cen. Słabość popytu, jaką ostatnio obserwujemy, sygnalizuje możliwość wybicia dołem. Nie sądzę jednak, by miało ono jakieś poważne reperkusje dla koniunktury w średnim terminie. W horyzoncie kilku dni spadek pod poziom konsolidacji może przestraszyć nieco graczy, a tym samym tak zmienić nastroje, że pojawi się możliwość powrotu do trendu. Przypomnę, że w tej chwili kluczowym wsparciem nie jest obecna konsolidacja, ale poziom dołka z początku stycznia.