Spółkę wystawił na sprzedaż czeski Unipetrol, który z kolei należy w 63% do Orlenu. Płocki koncern już 2005 r. deklarował, że będzie chciał sprzedać tę część aktywów w Czechach, które nie pasują do jego koncepcji biznesowej. Jedną z nich jest właśnie Kaučuk.
Do 8 lutego, kiedy upłynął wyznaczony przez sprzedającego termin składania wstępnych ofert, swoje propozycje przedstawiło aż 12 podmiotów.
- Można się więc spodziewać wielkiej bitwy o Kaučuk - komentuje Jan Procházka, analityk z praskiej firmy inwestycyjnej Cyrrus. Jego zdaniem, do walki mogą się włączyć zarówno inwestorzy finansowi, których podobno w gronie oferentów także nie brakuje, jak i branżowy Agrofert Holding. To właśnie ta firma już wcześniej starała się o przejęcie Kaučuku. Spółka ta znalazła się w gronie pięciu firm chemicznych, które koncern Andreja Babiša chciał odkupić od Orlenu, gdy ten stanie się już właścicielem Unipetrolu. Strony zawarły nawet w kwietniu 2004 roku umowy, w których określono także cenę tych firm. Oprócz Kaučuku, miały to być także: Agrochemie, Aliachem, Paramo i Chemopetrol. Do transakcji jednak nie doszło. Wartość wszystkich podmiotów, o jakich była mowa w umowie, znacząco wzrosła i Orlen postanowił nie pozbywać się ich na warunkach wynegocjowanych w 2004 roku. Agrofert zdecydował się więc skierować sprawę do sądu arbitrażowego, żądając od płockiego koncernu wypłaty 77 mln euro kary umownej. Teraz czeski holding ponownie wraca do walki o Kaučuk.
Z kim, poza inwestorami finansowymi, będzie konkurował? Oficjalnie do starań o czeską spółkę przyznał się jeden podmiot - oświęcimskie Dwory.
Zdaniem specjalisty z Cyrrusa, właśnie Dwory mogą odegrać niebagatelną rolę w tym przetargu. - Ta spółka gotowa będzie zapewne zaproponować wysoką cenę, bo przejęcie przez nią Kaučuku może dać naprawdę spore efekty synergii - wyjaśnia Jan Procházka.