Amoniak, który Puławy sprowadzają, to surowiec powierzony do przerobu. To tak, jakby klient przyniósł do krawca materiał na garnitur. To nie krawiec płaci klientowi za materiał, ale klient krawcowi za usługę.
Puławy są takim właśnie krawcem. "Szyją" z powierzonego "materiału", czyli amoniaku "garnitur", tj. mocznik. Nie płacą też za surowiec, ale pobierają opłatę za usługę. W tej cenie spółka pobiera odpowiednią marżę. I to się jej opłaca z kilku powodów. Po pierwsze: przy ograniczeniach w dostawach gazu nie mogłaby produkować wystarczającej ilości nawozów azotowych. A z tego amoniaku wytwarza się bardzo popularny w Polsce nawóz, jakim jest mocznik. Puławy odkupują go od właściciela, którym jest dostawca amoniaku, i z marżą sprzedają klientom. Mocznik trafia więc na nasz rynek. To też plus.
Po drugie: dzięki amoniakowi zakłady uruchamiają dodatkowe moce wytwórcze. Po trzecie: koszty stałe rozkładają się na większą produkcję niż wcześniej. Po kolejne: gdy spółka ma za mało gazu, może podtrzymywać produkcję. A potwierdzi to i dyrektor produkcji, i wszyscy technologowie, że gdyby nie zapasy amoniaku z importu i to, że Puławy mogłyby go podawać do instalacji, to powstałyby poważne problemy z utrzymaniem ich w ruchu.
Chciałbym, żeby ktoś, kto się wypowiada na temat tego kontraktu, pokazał mi, gdzie tu jest przynajmniej jeden minus dla zakładu.
Dlaczego nie powiedział Pan tego wszystkiego podczas posiedzenia komisji?
?