Ostatnio w Japonii ujawniono największy przypadek przywłaszczenia środków pieniężnych przez pracownika instytucji finansowej. 45-letni oszust, zastępca kierownika oddziału banku, proponował klientom przeniesienie pieniędzy z rachunków osobistych na korzystniej oprocentowane lokaty terminowe. Za zgodą klientów pieniądze przelewał na założone przez siebie rachunki, skąd wypłacał pieniądze.
W razie potrzeby wyrównywał stan kont, przenosząc na nie środki innych klientów. Nieuczciwy pracownik ukradł w sumie ponad miliard trzysta milionów jenów, czyli równowartość prawie 37 milionów złotych. Udawało mu się to robić przez pięć lat. Sprawa wyszła na jaw, kiedy jedna z oszukiwanych osób zwróciła się do banku o wypłatę zysku z odsetek.
Powyższy przypadek zwraca uwagę na coś, co nie zawsze jest dla kierownictwa firm do końca zrozumiałe - przyczyny popełniania nadużyć gospodarczych. Wielu prezesów i dyrektorów zadaje sobie to samo pytanie. Co powoduje, że nasz przykładny i oddany pracownik nagle przechodzi na Ciemną Stronę Mocy?
Odpowiedź pojawiła się już kilkanaście lat temu w postaci teorii trójkąta nadużyć. Twórcą koncepcji jest Donald E. Cressey, który przeprowadził rozmowy z około 200 osobami osadzonymi w więzieniach za nadużycia popełnione w miejscu pracy. Zdaniem Cressey?a, są trzy główne czynniki, których łączne pojawienie się może przyczynić się do wystąpienia nadużyć. Te czynniki to: motyw (czyli presja), okazja i uzasadnienie. Oczywiście, te reguły dotyczą ludzi, którzy nie przychodzili do pracy od razu z nastawieniem "będę kradł". Istnieje grupa osób, której do popełnienia przestępstwa wystarczy okazja.
Motyw to coś, co powoduje, że zaczynamy myśleć o popełnieniu nadużycia. Tym motywem może być (i najczęściej jest) chęć zdobycia pieniędzy, wynikająca w wielu przypadkach z finansowych problemów sprawcy. Oszustwo zazwyczaj rozważa się wtedy, gdy osoba staje przed sytuacją bez wyjścia, której rozwiązanie wydaje się niemożliwe przy zastosowaniu zwykłych środków. W przypadku japońskiego urzędnika bankowego, mężczyzna przyznał się podczas wewnętrznego śledztwa, prowadzonego przez bank, że przywłaszczał pieniądze klientów, bo miał długi, które zaciągnął, grając na wyścigach.