Reklama

Impas w USA

Stabilizacja amerykańskich indeksów świadczy, że rynek nie wierzy w przyśpieszenie gospodarki w najbliższych miesiącach. Dotychczasowe tempo wzrostu gospodarczego wystarcza jedynie do mozolnej zwyżki kursów akcji w USA. Z kolei w Niemczech - gdzie na razie panują doskonałe nastroje na parkiecie - nadmierny optymizm firm i konsumentów może zapowiadać przegrzanie koniunktury giełdowej.

Publikacja: 25.02.2006 07:45

Z gospodarki amerykańskiej napływają sprzeczne informacje. Jak najbardziej pomyślny dla rynku akcji jest ostatni odczyt wskaźnika LEI (Leading Economic Indicators - indeksu wskaźników wyprzedzających koniunktury) obliczanego przez instytut Conference Board. W styczniu wzrósł on rok do roku o 3,2%. Może się to wydawać niewiele w porównaniu ze szczytem dynamiki LEI w pierwszej połowie 2004 r. (blisko 10%), ale liczy się przede wszystkim tendencja. Wygląda na to, że zaczyna się właśnie rodzić nowy trend wzrostowy tego wskaźnika. W styczniu wybił się w górę z konsolidacji, w jakiej tkwił od połowy ub.r. (patrz wykres).

Sprzeczne sygnały

Jest to ważne dlatego, że w ostatnich pięciu latach LEI - obliczany na bazie różnych danych, takich jak liczba nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych, podaż pieniądza czy liczba pozwoleń na budowę - bardzo dobrze sprawdził się jako wskaźnik wyprzedzający koniunktury. W 2001 r. jego dołek wypadł aż 8 miesięcy przed dołkiem rocznej dynamiki produkcji przemysłowej. W 2003 r. wyprzedzenie wynosiło 3 miesiące. Z kolei w 2004 r. LEI dwa miesiące przed faktem sygnalizował szczyt koniunktury gospodarczej. Czyżby i tym razem wskaźnik opracowywany przez Conference Board zapowiadał ożywienie gospodarcze? Być może z takimi wnioskami lepiej poczekać jeszcze jeden miesiąc na kolejną publikację LEI, by przekonać się, czy tendencja wzrostowa się utrzyma.

Problem polega na tym, że do zupełnie odmiennych wniosków prowadzi odwracająca się krzywa dochodowości papierów skarbowych (czytaj str. 14-15). Po części wiąże się to z faktem, że podwyżki stóp procentowych przez Fed nie sprzyjają przyśpieszeniu gospodarki. Warto zauważyć, że rosnącej dynamice produkcji przemysłowej w latach 2002-2003 towarzyszyły obniżki, a później stabilizacja stóp. Tymczasem obecnie nic nie wskazuje na to, by Fed miał wstrzymać się z kolejnymi podwyżkami. Dalszemu zacieśnianiu polityki pieniężnej sprzyja wysoka inflacja - w styczniu ponownie sięgnęła 4% w skali roku, chociaż w grudniu wydawało się, że utrwala się jej tendencja spadkowa.

Rynek akcji nie wydaje się na razie przekonany co do przyśpieszenia gospodarki w nadchodzących miesiącach. Roczny wzrost S&P 500 utrzymuje się poniżej 10%, podczas gdy w okresie najsilniejszej hossy w lutym 2004 r. przekraczał 36%. Zresztą zachowanie indeksu w ostatnich sześciu tygodniach dobrze obrazuje rosnącą niepewność co do rozwoju sytuacji gospodarczej. W tym czasie S&P 500 odnotował już trzy krótkotrwałe fale wzrostowe i dwie spadkowe. W efekcie trwa konsolidacja w przedziale 1255-1294 pkt. Dalsze zmiany S&P 500 będzie można prognozować zgodnie z kierunkiem wybicia z konsolidacji. Nawet jeżeli indeks pokona opór na poziomie 1294 pkt, to raczej nie ma co oczekiwać, że efektem tego będzie silny i długotrwały ruch. Można raczej spodziewać się powtórki z ubiegłego roku, kiedy po pokonaniu kluczowych barier S&P 500 szybko zawracał w dół. Na poziomie poszczególnych firm także widać sprzeczne sygnały. Dobrym przykładem jest jeden z największych amerykańskich koncernów Wal-Mart Stores. Co prawda, zysk sieci sklepów wzrósł w IV kw. ub.r. o 13%, ale jednocześnie spółka przyznała, że nie będzie w stanie utrzymać świetnych wyników w tym roku. W efekcie inwestorzy zareagowali wyprzedażą akcji koncernu.

Reklama
Reklama

Mało optymistyczny

scenariusz

W ujęciu długoterminowym wiele zdaje się wskazywać na to, że nadchodzące tygodnie mogą raczej przynieść przecenę S&P 500. Od dwóch lat indeks porusza się w zwyżkującym klinie. Styczniowe wybicie w górę z tej formacji okazało się fałszywym sygnałem - S&P 500 powrócił do klina i utrzymuje się blisko jego górnego ramienia. Trudności z przebiciem się przez ten opór mogą zapowiadać głębszą przecenę. Jak najbardziej uzasadnione są obawy, że indeks spadnie do dolnego ramienia klina. W konsekwencji w ciągu kilku tygodni S&P 500 dotarłby w okolicę 1220-1230 pkt. Obecnie dolne ramię klina znajduje się na wysokości ok. 1210 pkt, ale stopniowo przesuwa sięTradycyjnie już w ostatnich miesiącach indeksy za oceanem pozostają daleko w tyle za wskaźnikami giełd w Europie Zachodniej. Niemiecki DAX zbliża się do 5900 pkt, podczas gdy jeszcze w połowie stycznia mogło się wydawać, że spadek poniżej 5300 pkt jest nieuchronny. W piątek pisaliśmy, że wskaźnik nastrojów gospodarczych Ifo znalazł się na bardzo wysokim poziomie na tle ostatnich 14 miesięcy. Ten nadmierny optymizm może być sygnałem zbliżającego się punktu zwrotnego koniunktury. Tym bardziej że Ifo jest ściśle skorelowany ze zmianami produkcji przemysłowej, a te z kolei w znacznym stopniu decydują o dynamice DAX-a. Mimo że początek roku jest na razie bardzo udany dla niemieckiej giełdy, to kolejne miesiące mogą na jakiś czas zakończyć tę świetną koniunkturę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama