Na rynku naftowym doszło w ostatnich dniach do sporych wahań notowań. Ostatecznie przeważyła tendencja zwyżkowa ze względu na niepewną sytuację polityczną na Bliskim Wschodzie i w Afryce. W końcu zeszłego tygodnia impuls do wzrostu cen dała nieudana próba zamachu terrorystycznego na kompleks petrochemiczny w Arabii Saudyjskiej. Wywołała ona obawy, że podobne akty przemocy mogą utrudnić eksport ropy jej największemu producentowi.

Niepokój budził też nierozwiązany spór dotyczący irańskiego programu atomowego. Rząd w Teheranie wyklucza bowiem możliwość przeniesienia za granicę procesu wzbogacania uranu. Nie osłabło też napięcie w Nigerii, gdzie oczekuje się dalszych ataków rebeliantów na urządzenia naftowe. Konflikt wewnętrzny w tym kraju może trwać wiele miesięcy, gdyż dopiero w 2007 r. mają się tam odbyć wybory prezydenckie.

Każdy z tych punktów zapalnych może wpłynąć na ograniczenie dostaw ropy i to w okresie, gdy na półkuli północnej, a zwłaszcza w USA - w miarę zbliżania się sezonu motoryzacyjnego - będzie rosnąć popyt na benzynę. Niepokoju tego nie były w stanie złagodzić coraz większe rezerwy paliw na rynku amerykańskim. Wskazywano bowiem na zmniejszenie przez tamtejsze rafinerie produkcji benzyny w związku z sezonowymi przeglądami technicznymi.

W Londynie gatunek z dostawą w kwietniu kosztował wczoraj po południu 62,34 USD w porównaniu z 61,76 USD w końcu sesji wtorkowej i 60,44 USD w poprzednią środę.