Prezydent powiedział w ubiegłym tygodniu w wywiadzie dla agencji Reutera, że nie zaproponuje, by Balcerowicz został na drugą kadencję prezesem banku centralnego. Uzasadnił to tym, że "kategorie ekonomiczne, którymi się posługuje obecny prezes, to są kategorie związane z inflacją. Nikt nie twierdzi, że tego rodzaju czynniki w ekonomii nie są istotne, ale jest dużo innych jeszcze uwarunkowań".
Na te słowa zareagował Leszek Balcerowicz, prezes NBP. "Stanowisko prezydenta rodzi pytania zasadniczej natury: czy prezydent oczekuje od prezesa NBP mniejszej dbałości o wartość polskiego pieniądza? Jaką inflację obiecuje prezydent Polakom, ogłaszając kryteria swoich decyzji personalnych w sprawie NBP?" - napisał w oświadczeniu.
- To ostatnie pytanie sugeruje, że jak prezydent wybierze kogoś o innych poglądach niż Balcerowicz, to wzrośnie inflacja w Polsce. Wydaje mi się, że rolą odchodzącego prezesa NBP jest budowanie wiarygodności nowego prezesa niezależnie od różnic w poglądach - stwierdził ekonomista jednego z krajowych banków.
Do zakończenia kadencji L. Balcerowicza zostało dziesięć miesięcy. L. Kaczyński zapowiedział, że już teraz bierze się do szukania jego następcy. Prezydent wyznacza kandydata na szefa NBP, którego ostatecznie powołuje Sejm. Spotkania z ekonomistami w sprawie nowego prezesa banku centralnego miały się zacząć już w tym tygodniu.
Kto ma szanse na to stanowisko? Najczęściej wymienia się w tym kontekście Jerzego Kropiwnickiego, obecnie prezydenta Łodzi. Kropiwnicki pod koniec lat 90. był szefem Rządowego Centrum Studiów Strategicznych. Ostro polemizował wówczas z członkami Rady Polityki Pieniężnej, którzy byli zwolennikami utrzymywania wysokich stóp procentowych.