Wczoraj przewodniczący Komisji Jose Barroso przedstawił w Brukseli tzw. zieloną księgę zawierającą propozycje zmian w energetyce. Komisja chciałaby zarządzać nadzwyczajnymi rezerwami ropy i gazu, a także negocjować umowy z takimi dostawcami surowców jak Rosja. Na rozmowy o bezpieczeństwie energetycznym do Moskwy Barroso został zaproszony przez Władimira Putina.
Organ wykonawczy Unii Europejskiej przewiduje, że uzależnienie wspólnoty od dostaw zagranicznych będzie rosnąć i dlatego konieczne jest zacieśnianie współpracy z partnerami, m.in. z Rosją, która pokrywa jedną czwartą zapotrzebowania na gaz. Umowa z tym krajem, zdaniem Komisji, "zapewniałaby obu stronom bezpieczeństwo i przewidywalność".
- Energetyczne wyzwania XXI wieku wymagają wspólnej odpowiedzi Unii - uważa Barroso, a komisarz ds. energii Andris Piebalgs przekonuje, że nadeszła pora na nową europejską politykę energetyczną. Komisja uważa, że zainicjowanemu w 2003 r. stopniowemu otwieraniu rynku energii dla konkurencji może zaszkodzić brak regulacji handlu ponadgranicznego. Dlatego proponuje stworzenie takiego nadzoru. Do jego kompetencji należałaby także kontrola przepustowości systemów i ich sprawności. Potrzebny jest jednolity system przesyłu ropy i gazu.
Wartość unijnego rynku energii szacuje się na 250 mld euro. W batalii o kontrolę nad nim zaangażowane są rządy państw i korporacje. Przed przyszłorocznym otwarciem dla konkurencji potentaci chcą sobie wywalczyć jak najlepsze miejsce.
Argumentów na rzecz wspólnej polityki energetycznej nie brakuje. Dostarczył ich też spór Rosji z Ukrainą, w rezultacie którego przerwano dostawy gazu do kilku państw UE.